Echosonda w wędkarstwie – jak czytać obraz dna

Echosonda w rękach wędkarza to nie tylko gadżet elektroniczny, ale realne przedłużenie zmysłów pod powierzchnię wody. Pozwala zobaczyć ukształtowanie dna, zlokalizować podwodne górki, dołki, karcze, stada drobnicy i większe ryby. Odpowiednia interpretacja obrazu oraz połączenie go z właściwą metodą połowu może diametralnie zwiększyć skuteczność, skrócić czas poszukiwania łowiska i pomóc świadomie planować całe zasiadki, wyprawy spinningowe czy trollingowe.

Podstawy działania echosondy i czytania obrazu dna

Aby naprawdę wykorzystać możliwości echosondy, trzeba rozumieć, co właściwie wyświetla ekran. Urządzenie wysyła impuls dźwiękowy w wodę, fala odbija się od dna, roślinności i ryb, a następnie wraca do przetwornika. Elektronika przelicza czas powrotu sygnału na głębokość oraz jego siłę na „twardość” obiektu. Tak powstaje widoczny profil dna oraz łuki, punkty czy ikony ryb. Ważne jest, by patrzeć na ekran nie jak na zdjęcie, ale jak na ciągły zapis tego, co przetwornik „widzi” w ruchu łodzi.

Podstawowe elementy obrazu to linia dna, kolumna wody oraz sygnały pośrednie. Jasna, cienka linia zazwyczaj oznacza dno miękkie – muł, drobny piasek, odkładające się osady. Gruba, mocno zaznaczona linia wskazuje dno twarde, czyli kamienie, żwir, glinę. To właśnie strefy przejściowe między miękkim a twardym dnem są często najbardziej atrakcyjne wędkarsko: ryby wykorzystują je jako szlaki żerowania. Warto zapamiętać, że echosonda zawsze pokazuje „przekrój” tylko w linii przejścia łodzi – dlatego pływanie z odpowiednią prędkością ma znaczenie.

Obiekty w toni wodnej, takie jak ryby lub roślinność, będą widoczne jako łuki, kreski lub zwarte chmury. Klasyczny „łuk” powstaje, gdy ryba wchodzi, przechodzi i wychodzi ze stożka wiązki sonarowej. Jeśli łódź płynie zbyt szybko lub kąt wiązki jest bardzo wąski, ryba może zostać zapisana jako pojedynczy punkt. Tzw. „chmury” to w większości drobnica lub plankton; w ich pobliżu bardzo często kręcą się większe drapieżniki. Interpretacja tych obrazów wymaga praktyki – najlepiej regularnie porównywać wskazania z tym, co realnie wyciągamy z wody.

Nowoczesne echosondy oferują kilka typów wiązek i częstotliwości. Wiązka szeroka daje ogólny podgląd większego obszaru, przydatny przy poszukiwaniu łowiska, natomiast wąska – precyzyjną informację o tym, co jest dokładnie pod łodzią. Wysoka częstotliwość zapewnia lepszą rozdzielczość i dokładniejsze odwzorowanie szczegółów dna, niska penetruje głębsze partie i sprawdza się na dużych jeziorach czy zaporówkach. Umiejętne przełączanie wiązek i skali pozwala dopasować obraz do konkretnego typu łowiska oraz wybranej techniki połowu.

Wielu wędkarzy zbyt mocno ufa ikonkom ryb, które oferuje część urządzeń. W praktyce bardziej wiarygodny jest klasyczny tryb sonarowy z łukami i strukturą dna. Ikony bywają wynikiem algorytmu, który „zgaduje”, co jest rybą – czasem prawidłowo, czasem nie. Dlatego warto nauczyć się odczytywać surowy obraz i samodzielnie odróżniać ryby od roślinności, zawiesiny czy śmieci. To podstawa świadomego przygotowania zasiadki karpiowej, skutecznego ustawienia się pod sandacze czy zaplanowania trasy trollingowej.

Metody połowu a wykorzystanie echosondy

Skuteczne czytanie echosondy nabiera pełnego sensu dopiero wtedy, gdy wiemy, jak przełożyć informacje z ekranu na konkretną metodę łowienia. Ten sam fragment dna można rozegrać na wiele sposobów: z gruntu, ze spławikiem, metodą feeder, spinningiem wertykalnym lub klasycznym rzutowym, a także trollingiem. Każda z metod „lubi” nieco inne warunki i struktury dna. Dobry wędkarz nie tylko rozpoznaje kształt dołka czy górki, ale od razu wie, jaką przynętą oraz z jakiej pozycji go „ugryźć”.

Połów z gruntu i feeder – precyzyjne nęcenie z pomocą echosondy

Wędkarze łowiący z gruntu, w tym metodą feeder czy klasycznym zestawem karpiowym, korzystają z echosondy, by znaleźć twarde „placki” między zaroślami czy mulistymi płaszczyznami. Na ekranie najpierw szuka się wyraźnego przejścia: miękkie dno, później nagle mocniejsza linia, znów miękkie. Taka „łata” twardego podłoża jest idealnym miejscem do długotrwałego nęcenia, ponieważ kulki proteinowe, ziarna czy pellet nie zapadają się głęboko w muł. Echosonda pozwala dokładnie zlokalizować obrzeża dołu czy górki i zapisać je w pamięci urządzenia.

Po odnalezieniu odpowiedniej struktury dna, lokalizuje się również głębokość i odległość od brzegu lub punktu kotwiczenia. Część wędkarzy zakłada marker pływający, jednak stosowanie bojek bywa niepożądane na łowiskach komercyjnych. Wtedy do gry wchodzą GPS i zapis śladu na mapie. Można oznaczyć punkt jako ulubione łowisko i wracać do niego przy następnych zasiadkach. Połączenie echosondy z mapami batymetrycznymi pozwala stworzyć własną „mapę” miejscówek, co jest szczególnie cenne na dużych zbiornikach zaporowych.

W feederze o charakterze sportowym echosonda pomaga nie tylko w znalezieniu miejsca, lecz także w ocenie odległości, na której ryba trzyma się danego dnia. Obserwując chmurę drobnicy czy pojedyncze oznaki większych ryb, można ustalić, czy lepiej łowić na stromym spadzie, na półce pod górką, czy może w samym dołku. Następnie odległość przenosi się na klips kołowrotka, aby każdy rzut był możliwie identyczny. To klucz do budowy precyzyjnego, zwartego pola nęcenia, które utrzyma ryby w łowisku przez wiele godzin.

Spławik i match – głębokość, spadki i podwodne łąki

W metodach spławikowych echosonda jest często traktowana jako narzędzie „na łódkę”, jednak również w łowieniu z brzegu może okazać się nieoceniona. Wystarczy wykonać serię pomiarów z pontonu lub łódki jeszcze przed zawodami czy zasiadką, aby dokładnie poznać linię spadku, strefę roślin i równego dna. Podczas łowienia tyczką czy odległościówką później wystarczy przenieść te informacje na ilość wysuniętych elementów wędki lub długość żyłki. Zamiast żmudnego gruntowania spławikiem, mamy gotowy schemat dna, który można świadomie wykorzystać.

W spławiku niezwykle istotne są miejsca, w których koryto rzeki lub mulista płaszczyzna jeziora zamieniają się w twardsze podłoże z pojedynczymi kępami roślin. Echosonda pokazuje roślinność jako nieregularne, „postrzępione” sygnały wznoszące się znad dna, czasem z drobnicą unoszącą się tuż nad szczytami roślin. To właśnie na granicy takiej roślinności z czystą wodą bardzo często żerują leszcze, liny, karasie czy płocie. Łowiąc spławikiem, ustawiamy grunt tuż nad roślinami lub na skraju ich wierzchołków, tak by przynęta była jak najbardziej naturalna i jednocześnie nie plątała się o łodygi.

W rzekach echosonda pomaga szczególnie podczas łowienia z łodzi, gdy szukamy rynien, rynienek, podmytych brzegów lub miejsc, w których główny nurt oddziela się od spokojniejszej cofki. Zmiany głębokości widoczne na ekranie połączone z odczytem prędkości łodzi względem dna pozwalają ustalić, gdzie nurt przyspiesza, a gdzie zwalnia. Dobrze ustawiony spławik w strefie zmiany prędkości wody często daje więcej brań niż w samym środku nurtu. Echosonda staje się wtedy narzędziem do „czytania” rzeki w trójwymiarze.

Spinning wertykalny i opad – dokładna gra przy samej łodzi

Spinningiści łowiący wertykalnie z łodzi należą do najbardziej zaawansowanych użytkowników echosond. W tym stylu przynęta pracuje praktycznie pionowo pod szczytówką wędki, a echosonda na żywo pokazuje zarówno jej ruch, jak i reakcje ryb. W trybach real time lub flasher na ekranie widzimy przetwornik, przynętę jako linię schodzącą w dół oraz ryby pod postacią ruchomych segmentów lub łuków. Wędkarz może reagować niemal natychmiast: przyspieszyć, podnieść lub zatrzymać przynętę dokładnie w momencie, gdy drapieżnik się do niej zbliża.

Kluczem do sukcesu jest odpowiednie ustawienie łodzi względem wiatru i prądu. Chodzi o to, by dryfować powoli nad wybranym fragmentem dna, obserwując kolejne wyjścia ryb. Echosonda wskazuje, na jakiej wysokości nad dnem drapieżniki najczęściej się pojawiają – można wtedy dopasować wagę główki jigowej lub przestawić się z ciężkiego opadu na lżejszy, dłużej unoszący się w toni. W przypadku sandacza czy okonia kilka detali w sposobie prowadzenia, odczytanych z reakcji na ekranie, potrafi zadecydować o być albo nie być całej wyprawy.

Metoda opadu w wersji rzutowej też zyskuje na użyciu echosondy. Obserwując strukturę dna – kamieniste górki, krawędzie stoków, karcze – można zaplanować rzuty tak, by przynęta opadała przez najatrakcyjniejsze strefy. Jeśli na ekranie widzimy, że ryby trzymają się stoku pomiędzy 4 a 6 metrami, nie ma sensu tracić czasu na obławianie płycizny czy głębszego dołu. Echosonda pomaga zawęzić poszukiwania do konkretnych pasów głębokości, co zwiększa koncentrację i tempo łowienia, zamiast chaotycznego „biczowania wody”.

Trolling i aktywne szukanie ryb

W trollingowym łowieniu szczupaka, sandacza czy troci echosonda staje się głównym centrum dowodzenia. Po pierwsze, pozwala utrzymać łódź na właściwej głębokości wzdłuż stoków lub nad podwodnymi garbami. Po drugie, w połączeniu z licznikiem wypuszczonej linki lub planerami bocznymi, umożliwia ustawienie przynęt dokładnie na poziomie, gdzie pokazują się ryby lub tam, gdzie krąży drobnica. Zmieniając tempo pływania, głębokość prowadzenia i długość wypuszczonej linki, można systematycznie „przeczesywać” kolejne warstwy wody.

Zaawansowane echosondy z funkcją mapowania w czasie rzeczywistym pozwalają tworzyć własne mapy batymetryczne podczas trollingu. Płynąc po nieznanym zbiorniku, urządzenie zapisuje głębokość i kształtuje coraz dokładniejszą siatkę konturów. Dzięki temu po kilku dniach pływania mamy własny plan dna, z zaznaczonymi kantami, górkami, stołami czy głębokimi blachami. W połączeniu z pamięcią punktów GPS można stworzyć zestaw „bankówek”, do których wraca się w zależności od pory roku, poziomu wody i wiatru.

Trolling z echosondą uczy też rozsądnego gospodarowania czasem na wodzie. Zamiast pływać „na pamięć”, można obiektywnie sprawdzić, czy dany obszar w ogóle wykazuje aktywność ryb. Brak oznak drobnicy, puste dno i brak jakichkolwiek sygnałów przez dłuższy czas są wystarczającym powodem, by zmienić rejon. To szczególnie ważne na dużych jeziorach i zaporówkach, gdzie pozorna monotonia dna skrywa kilka wąskich pasów prawdziwego życia, a reszta jest z punktu widzenia drapieżników niemal pustynią.

Zaawansowane techniki, ustawienia i praktyczne wskazówki

Obok podstawowej interpretacji sonarowego „słupka”, współczesne echosondy oferują szereg zaawansowanych funkcji: widok boczny, widok do przodu, mapowanie, wymienne przetworniki i różne tryby kolorystyczne. Zrozumienie, jak te opcje wspierają konkretne metody łowienia, pozwala wycisnąć z urządzenia maksimum możliwości, zamiast traktować je tylko jako zgrubny wskaźnik głębokości. Ważne jest jednak, aby nie przedkładać elektroniki nad wędkarską intuicję i znajomość zachowań ryb – najlepsze efekty przynosi połączenie obu tych światów.

Struktura dna i boczne skanowanie

Opcja bocznego skanowania (side imaging) rewolucjonizuje sposób poszukiwania miejscówek. Zamiast widzieć tylko przestrzeń pod łodzią, otrzymujemy „fotografię” dna po bokach, często na kilkadziesiąt metrów z każdej strony. Kamienne rafki, powalone drzewa, zatopione krzaki czy wraki łodzi stają się wyraźnie widoczne. Wędkarz może przepłynąć jeden raz wzdłuż brzegu i od razu zaznaczyć na mapie kilka kluczowych struktur, które później obłowi spinningiem lub ustawi nad nimi zestawy gruntowe.

Side imaging jest szczególnie przydatny na płytkich, szerokich zbiornikach, gdzie klasyczny stożek sonaru często „przelatuje” nad strukturami po bokach. Dzięki bocznemu widokowi łatwo zidentyfikować ścieżki migracji ryb – np. pas twardszego dna biegnący w poprzek zatoki lub dawne koryto rzeki zatopione w zbiorniku. Takie cechy terenu zwykle skupiają zarówno drobnicę, jak i drapieżniki. Po zlokalizowaniu tych ciągów, reszta sprowadza się do dopasowania przynęt i metod prezentacji.

Kolorystyka, czułość i filtr zakłóceń

Podstawowe ustawienia, które w dużym stopniu decydują o czytelności obrazu, to kolorystyka, poziom czułości oraz filtry zakłóceń. Wybór palety barw często jest kwestią preferencji, ale warto zwrócić uwagę, które kolory najlepiej odróżniają miękkie dno od twardego oraz ryby od roślinności. Dla jednych czytelniejsze będzie tło ciemne z jasnymi obiektami, inni wolą klasyczne gradienty przechodzące od żółci do czerwieni. Najważniejsze, by raz dobraną, wygodną paletę stosować konsekwentnie – wtedy mózg uczy się szybko rozpoznawać wzorce.

Czułość sonaru określa, ile słabszych sygnałów zostanie wyświetlonych. Zbyt niska spowoduje, że część drobniejszych ryb, gałęzi czy roślin w ogóle nie pojawi się na ekranie. Zbyt wysoka zamieni obraz w „śnieg” pełen szumu i fałszywych sygnałów. Dobrym punktem wyjścia jest ustawienie automatyczne, a następnie ręczne, delikatne korekty w zależności od przejrzystości wody i ilości zawiesiny. Filtry zakłóceń pomagają z kolei ograniczyć wpływ falowania, prędkości łodzi, pracy silnika czy pobliskich urządzeń.

W praktyce warto poświęcić kilka godzin na jednej wodzie tylko na eksperymenty z ustawieniami. Zmieniając czułość, paletę kolorów i filtr, a jednocześnie obserwując dobrze znane struktury (np. zatopione drzewo, kamienny próg), uczymy się, jaki zestaw parametrów daje najbardziej czytelny obraz. Dzięki temu w kolejnych wyprawach można dość szybko dopasować się do nowych warunków, zamiast każdorazowo zaczynać od zera. To inwestycja czasu, która zwraca się w formie większej pewności interpretacji sygnałów.

Echosonda a bezpieczeństwo i etyka wędkarska

Choć głównym celem korzystania z echosondy jest zwiększenie skuteczności, urządzenie to ma również wymiar bezpieczeństwa. Znajomość głębokości i struktury dna pozwala uniknąć wejścia łodzią na zbyt płytkie, kamieniste obszary, które mogłyby uszkodzić śrubę lub dno kadłuba. Echosonda pokazuje też gwałtowne spadki i uskoki, co jest istotne przy plażowaniu lub cumowaniu w nieznanym miejscu. Świadome poruszanie się po wodzie zmniejsza ryzyko kolizji, szczególnie przy ograniczonej widoczności.

Równocześnie rośnie znaczenie aspektu etycznego. Dostępność tanich, a zarazem bardzo skutecznych echosond sprawia, że początkujący szybko mogą dotrzeć do najbardziej wydajnych miejscówek, które dawniej były efektem wieloletnich poszukiwań. Warto pamiętać o odpowiedzialnym korzystaniu z tej przewagi: unikać nadmiernej presji na jedno łowisko, przestrzegać limitów, szanować okresy ochronne i miejsca tarliskowe. Echosonda nie powinna służyć do „wybijania” ryb, ale do bardziej świadomego, zrównoważonego wędkowania.

Nie bez znaczenia jest też współdzielenie wiedzy. To, co echosonda pokazuje jednostce, może stać się podstawą do lepszego zarządzania zbiornikiem, jeśli wędkarze dzielą się obserwacjami z gospodarzem łowiska. Informacje o strukturze dna, nagromadzeniu roślinności, obecności licznych stad drobnicy lub ich braku pomagają w planowaniu zarybień czy zabiegów ochronnych. Elektronika staje się wtedy narzędziem nie tylko do łowienia, ale i do ochrony środowiska wodnego.

Typowe błędy przy korzystaniu z echosondy

Częstym błędem jest traktowanie echosondy jak wyroczni. Brak wyraźnych ryb na ekranie nie zawsze oznacza ich nieobecność. Część gatunków, szczególnie przy ciepłej wodzie lub po silnych opadach, może przebywać bardzo blisko powierzchni albo w gęstej roślinności, co utrudnia ich wykrycie. Innym razem ryby tak ściśle „przyklejają się” do dna, że zlewają się z linią podstawową. Ślepa wiara w brak sygnałów może skłonić wędkarza do opuszczenia łowiska, które w praktyce pełne jest żerujących ryb.

Kolejna pułapka to zbyt szybkie pływanie podczas poszukiwań. Im większa prędkość łodzi, tym krótszy czas ekspozycji obiektu w stożku sonaru, a co za tym idzie – mniej dokładny łuk lub nawet pojedynczy punkt. Przy próbie dokładnego zmapowania dna najlepiej ograniczyć speed do jednostajnego, umiarkowanego poziomu, a podczas precyzyjnego lokalizowania małych struktur – nawet jeszcze wolniej. Lepiej przepłynąć krótszy odcinek, ale w sposób staranny, niż „przelecieć” całe jezioro i nie zrozumieć jego charakteru.

Wielu początkujących popełnia też błąd w interpretacji „chmury” sygnałów w toni. Nie każda gęsta struktura oznacza ławicę ryb białych. Część takich obrazów to może być zawiesina organiczna, pęcherzyki powietrza, a nawet efekt termokliny – granicy warstw wody o różnej temperaturze. Właśnie dlatego połączenie echosondy z realnymi obserwacjami i wynikami połowów jest tak ważne: tylko wtedy uczymy się, które sygnały mają faktyczne znaczenie wędkarskie, a które są tylko „szumem” środowiskowym.

Planowanie sezonu z pomocą echosondy

Doświadczeni wędkarze wykorzystują echosondę nie tylko podczas pojedynczej wyprawy, lecz także do planowania całych sezonów. Wiosną rejestrują miejsca, gdzie na płyciznach pojawia się pierwsza roślinność i drobnica; latem – strefy termokliny oraz głębsze kryjówki pod pionowymi skarpami; jesienią – koncentracje białej ryby na stokach i w pobliżu podwodnych górek. Zapis punktów GPS i śladów z kolejnych miesięcy tworzy swoisty dziennik elektroniczny łowiska, powiązany dodatkowo z temperaturą wody, wiatrem i poziomem zbiornika.

Na tej podstawie można przewidywać, jak ryby będą się przemieszczać w różnych fazach roku. Dla przykładu: jeśli w październiku białoryb gromadzi się zawsze na spadku 6–8 metrów w określonej zatoce, istnieje duża szansa, że w kolejnym sezonie schemat się powtórzy, oczywiście z pewnymi korektami wynikającymi z warunków atmosferycznych. Echosonda pozwala nie tyle „podglądać” ryby na bieżąco, ile budować długofalową wiedzę o zwyczajach stad na danej wodzie. To najbardziej wartościowa forma doświadczenia, której nie zastąpi żaden pojedynczy odczyt ekranu.

FAQ – najczęstsze pytania o echosondę w wędkarstwie

Jaką echosondę wybrać na początek przy ograniczonym budżecie?
Na start warto wybrać prosty model z klasycznym sonarem w dół, najlepiej z wbudowanym GPS-em. Najważniejsze, by obraz dna był czytelny, a obsługa intuicyjna. Zrezygnuj z nadmiaru funkcji, jeśli miałoby to iść kosztem jakości ekranu lub przetwornika. Urządzenie powinno umożliwiać ręczne ustawianie czułości i skali głębokości – to pozwoli uczyć się interpretacji sygnałów bez uzależniania się od automatyki.

Czy echosonda jest przydatna w wędkarstwie z brzegu, bez łodzi?
Tak, choć wymaga to innego podejścia. Możesz wykonywać rekonesans z pontonu, belly boata lub z wypożyczonej łodzi i zapisywać kluczowe punkty GPS, a następnie łowić z brzegu z wykorzystaniem tej wiedzy. Przydatne są także przenośne echosondy bezprzewodowe, które mocuje się do łódki zdalnie sterowanej do wywożenia zestawów. Pozwala to dokładnie zlokalizować górki, spady i twardsze „placki” w zasięgu rzutów.

Jak odróżnić ryby od roślinności na ekranie echosondy?
Roślinność najczęściej tworzy nieregularne, wyrastające znad dna kształty, często o stałej gęstości na danym obszarze. Ryby widoczne są jako pojedyncze łuki, kreski lub skupiska „kropek” zawieszone w toni, czasem tuż nad wierzchołkami roślin. Jeśli obiekt przesuwa się na ekranie wraz z ruchem łodzi i pojawia się na różnych wysokościach, zwykle jest to ryba. Rośliny pozostają w stałym położeniu względem dna i tworzą powtarzalne wzory na dłuższym odcinku.

Czy używanie echosondy nie odbiera wędkarstwu „magii” i elementu poszukiwania?
Echosonda zmienia charakter poszukiwań, ale ich nie eliminuje. Zamiast zgadywać, gdzie przebiega spadek czy górka, możesz skupić się na zrozumieniu, dlaczego akurat tam gromadzą się ryby i jak reagują na różne przynęty. Dla wielu osób elektronika staje się narzędziem pogłębiającym wiedzę o wodzie, a nie skrótem do łatwego łowienia. Wciąż trzeba podejmować decyzje, obserwować zachowania ryb i dostosowywać taktykę – echosonda jedynie dostarcza więcej danych do tej układanki.

Jak często należy aktualizować mapy i punkty w echosondzie?
Warto aktualizować zapisy po każdej istotniejszej zmianie warunków na wodzie – po dużych wezbraniach, długotrwałej suszy czy pracach hydrotechnicznych. Z czasem część struktur może się przemieścić lub zamulić, pojawią się nowe karcze czy łachy piasku. Dobrą praktyką jest krótki rekonesans sonarowy na początku sezonu i porównanie go z zapisami z poprzednich lat. Jeśli różnice są znaczne, zrób korektę punktów GPS i konturów, by nie opierać się na nieaktualnym obrazie dna.

Powiązane treści

Jesienny trolling na duże drapieżniki

Jesień nad wodą to czas, gdy wędkarz ma szansę spotkać się z najgrubszymi szczupakami, sandaczami i sumami sezonu. Spadająca temperatura, skracający się dzień i obfitość drobnicy spychanej w głębsze partie sprawiają, że drapieżniki intensywnie żerują, przygotowując się do zimy. Właśnie wtedy trolling staje się jedną z najskuteczniejszych metod docierania do ryb, które rzadko wychodzą na płycizny. Odpowiedni dobór sprzętu, prędkości łodzi, miejsca na zbiorniku i przynęt decyduje o tym, czy…

Najczęstsze błędy w trollingu

Umiejętny trolling potrafi być jedną z najbardziej skutecznych i ekscytujących metod połowu ryb drapieżnych, ale tylko pod warunkiem, że wędkarz rozumie, jak działa przynęta, gdzie poruszają się ryby i jak dopasować prowadzenie do warunków. Większość niepowodzeń nie wynika ze złych woblerów czy braku ryb, lecz z powtarzania tych samych, pozornie drobnych błędów. Świadome unikanie tych pomyłek otwiera drogę do znacznie skuteczniejszego łowienia sandaczy, szczupaków, troci, łososi czy boleni, a także…

Atlas ryb

Głowacica – Hucho hucho

Głowacica – Hucho hucho

Karaś złocisty – Carassius auratus

Karaś złocisty – Carassius auratus

Karp wielkogłowy – Aristichthys nobilis

Karp wielkogłowy – Aristichthys nobilis

Karp trawiasty – Ctenopharyngodon idellus

Karp trawiasty – Ctenopharyngodon idellus

Karp srebrny – Hypophthalmichthys harmandi

Karp srebrny – Hypophthalmichthys harmandi

Barwena złota – Mullus surmuletus

Barwena złota – Mullus surmuletus

Barwena czerwona – Mullus barbatus

Barwena czerwona – Mullus barbatus

Mahi-mahi – Coryphaena hippurus

Mahi-mahi – Coryphaena hippurus

Seriola japońska – Seriola quinqueradiata

Seriola japońska – Seriola quinqueradiata

Seriola żółta – Seriola lalandi

Seriola żółta – Seriola lalandi

Kobia – Rachycentron canadum

Kobia – Rachycentron canadum

Mleczak – Chanos chanos

Mleczak – Chanos chanos