Limity ilościowe połowu to jeden z najważniejszych elementów przepisów wędkarskich. Określają, ile ryb danego gatunku można zabrać z łowiska w ciągu dnia lub dobowego okresu połowu. Dla wielu wędkarzy są one początkowo źródłem frustracji, ale w istocie stanowią fundament racjonalnej gospodarki rybami, ochrony ekosystemu wodnego oraz utrzymania atrakcyjności łowisk na kolejne lata. Zrozumienie ich sensu, zasad liczenia oraz wyjątków pozwala uniknąć nieświadomego łamania prawa i ułatwia budowanie etycznego podejścia do wędkowania.
Po co w ogóle są limity ilościowe połowu?
Limit ilościowy połowu to nic innego jak maksymalna liczba sztuk konkretnego gatunku, jaką wędkarz może zabrać z łowiska w określonym czasie – najczęściej w ciągu jednej doby. W wielu regulaminach funkcjonują zarówno limity dobowe, jak i limity łączne (np. mieszane limity dla kilku gatunków drapieżnych). Obejmują one najczęściej gatunki cenniejsze gospodarczo lub zagrożone nadmiernym odłowem. Ich główną rolą jest ochrona populacji ryb przed przełowieniem.
Bez limitów nawet duże i pozornie bogate w ryby jeziora lub rzeki mogłyby zostać bardzo szybko ogołocone. Wzrost liczby wędkarzy, rozwój sprzętu, elektroniki i środków pływających sprawiają, że możliwości skutecznego łowienia są obecnie ogromne. Gdyby każdy mógł zabierać dowolną liczbę ryb, równowaga w ekosystemie uległaby załamaniu – najpierw zniknęłyby gatunki drapieżne, potem ryby większe, a w końcu łowisko stałoby się ubogie i mało atrakcyjne. Limity są więc narzędziem, które ma chronić interes wszystkich wędkarzy, a nie jedynie nakładać ograniczenia jednostkom.
Drugim, równie ważnym aspektem jest funkcja wychowawcza. Odpowiednio skonstruowane limity pomagają kształtować **etykę** wędkarską: uczą, że łowienie nie polega na maksymalnym napełnianiu siatki, ale na kontakcie z naturą, poszanowaniu ryb i czerpaniu satysfakcji z samego połowu. W wielu środowiskach wędkarskich rośnie przekonanie, że zabieranie zdobyczy powinno być rozważne, a nie mechaniczne – przepisy jedynie wspierają ten trend.
Rodzaje limitów ilościowych i sposób ich liczenia
W regulaminach spotkamy kilka podstawowych rodzajów limitów: limity gatunkowe, limity łączne, limity wagowe oraz limity specjalne obowiązujące na wybranych zbiornikach. Dobrze jest rozumieć ich logikę, ponieważ błędna interpretacja może łatwo skończyć się mandatem lub utratą uprawnień do wędkowania.
Limity gatunkowe – klasyczna forma ochrony ryb
Najbardziej rozpowszechnioną formą są limity gatunkowe, określające maksymalną liczbę sztuk danego gatunku, zwykle w dobie połowowej. Dla przykładu, może to być kilka sztuk szczupaka, sandacza czy lina w ciągu dnia. W praktyce wygląda to tak, że po złowieniu i uśmierceniu dopuszczalnej liczby ryb określonego gatunku nie wolno już zabierać kolejnych sztuk – trzeba je wszystkie wypuszczać, nawet jeśli są większe czy bardziej okazałe od tych, które już znajdują się w siatce.
Warto pamiętać, że ograniczenie dotyczy zabierania ryb, a nie samego łowienia. Przepisy nie zakazują kontynuowania łowienia po osiągnięciu limitu, ale wówczas wędkarz musi bezwzględnie wypuszczać kolejne ryby danego gatunku. Problem pojawia się, gdy ktoś próbuje „podmieniać” ryby w siatce – większą zostawić, mniejszą wypuścić. Takie praktyki są nieetyczne i w niektórych regulaminach wprost zabronione: raz wzięta do siatki ryba traktowana jest jako ryba zabrana z łowiska.
Limity łączne – drapieżniki i inne grupy
Coraz częściej wprowadza się tzw. limity łączne, dotyczące grupy gatunków. Typowym przykładem jest wspólny limit dla ryb drapieżnych, np. szczupak + sandacz + sum lub sandacz + okoń powyżej określonej długości. Oznacza to, że niezależnie od zestawu ryb, ich łączna liczba nie może przekroczyć podanej wartości. Przykładowo – mając łączny limit trzech sztuk drapieżnika, można zabrać trzy szczupaki albo dwa szczupaki i jednego sandacza, albo jednego szczupaka i dwa sandacze, byle łącznie nie przekroczyć dopuszczalnej liczby.
Ten rodzaj limitu ma sens tam, gdzie presja wędkarska na wszystkie drapieżniki jest podobna, a gospodarz łowiska chce zachować równowagę między nimi. Wędkarz, planując zabranie ryb do domu, powinien więc na bieżąco liczyć łączną liczbę zabranych drapieżników i unikać sytuacji, w której przypadkiem przekroczy dopuszczalny próg. W kontrolach często sprawdzane jest nie tylko to, ile ryb jednego gatunku znajduje się w siatce, ale też czy nie został przekroczony właśnie limit łączny.
Limity wagowe i maksymalna łączna masa połowu
Niektóre regulaminy oprócz limitów ilościowych wprowadzają także limity wagowe, np. 5 kg ryb spokojnego żeru na dobę, z wyłączeniem jednego większego okazu. Ten system ma na celu ograniczenie wynoszenia z łowiska dużych ilości drobnych ryb. Nawet jeśli nie ma ścisłego limitu sztuk, wędkarz musi kontrolować łączną masę zabieranych okazów. To szczególnie istotne na wodach, gdzie wciąż łowi się tradycyjnie „na wiaderka”, a populacje ryb są przeciążone presją połowową.
Limity wagowe wprowadzają pewną elastyczność – można zabrać kilka większych ryb lub więcej drobniejszych, ale suma nie może przekroczyć określonej w regulaminie wagi. Wymaga to jednak od wędkarza większej odpowiedzialności i uczciwości, bo w praktyce nie każdy ma przy sobie wagę. Zwykle stosuje się tu zasadę rozsądku i umiaru, ale w przypadku rażącego przekroczenia masy odłowu konsekwencje mogą być takie same jak przy złamaniu limitu ilościowego.
Limity specjalne na łowiskach no kill i C&R
Na części akwenów wprowadza się strefy lub całe łowiska typu „no kill” lub „catch & release”, gdzie obowiązuje bezwzględny zakaz zabierania ryb. W takim przypadku limit ilościowy wynosi po prostu zero. Nawet jedna zabrana z wody ryba jest złamaniem regulaminu. Celem takich łowisk jest ochrona dużych, często trofealnych okazów oraz stworzenie warunków do rozwoju silnej, zrównoważonej populacji. Wędkarz może tam realizować swoją pasję, ale wyłącznie w formie sportowej – zdjęcie, szybkie wypuszczenie, żadnej siatki czy siatki żywieniowej.
Warto pamiętać, że na łowiskach specjalnych mogą obowiązywać też inne ograniczenia: zakaz używania haków z zadziorem, obowiązek posiadania podbieraka, maty odhaczającej czy używania bezzadziorowych przynęt. Wszystko po to, by zminimalizować stres i uszkodzenia ryb wypuszczanych do wody. Nieprzestrzeganie tych zasad, w połączeniu z naruszeniem limitu ilościowego, grozi nie tylko mandatem, ale i stałym zakazem wstępu na dany akwen.
Zależność między limitami, wymiarami ochronnymi i okresami ochronnymi
Limity ilościowe nie funkcjonują w oderwaniu od innych przepisów wędkarskich. Trzeba je rozpatrywać razem z wymiarami ochronnymi oraz okresami ochronnymi, bo dopiero ich łączne stosowanie daje pełen obraz zasad gospodarki rybami na danym łowisku. Niewielu wędkarzy zdaje sobie sprawę, że niektóre gatunki, choć nie mają okresu ochronnego, objęte są surowymi limitami ilościowymi, podczas gdy inne – nawet po zakończeniu okresu ochronnego – wciąż mogą podlegać restrykcjom w zależności od lokalnych przepisów.
Wymiar ochronny a limit ilościowy
Wymiar ochronny to minimalna długość ryby, jaką można zabrać z łowiska. Ryby mniejsze niż określony wymiar należy wypuścić – nawet jeśli w ramach limitu ilościowego teoretycznie można byłoby jeszcze coś zabrać. W praktyce oznacza to, że limit ilościowy dotyczy wyłącznie ryb o odpowiednim, legalnym rozmiarze. Łowienie wielu niedorosłych sztuk nie jest żadnym usprawiedliwieniem dla zabrania nadprogramowych ryb, a ich przetrzymywanie w siatce, choćby czasowo, może zostać uznane za naruszenie przepisów.
Relacja między wymiarem a limitem jest prosta: najpierw sprawdzamy, czy ryba ma odpowiedni rozmiar, dopiero potem, czy mieści się jeszcze w dziennym limicie. Jeśli chociaż jeden z tych warunków nie jest spełniony, ryba musi wrócić do wody. To, że inni wędkarze „biorą wszystko, co się da”, nie stanowi żadnej okoliczności łagodzącej w razie kontroli – odpowiedzialność zawsze ponosi osoba, która ma ryby w swoim posiadaniu.
Okresy ochronne i ich wpływ na „przesuwanie” limitu
Okres ochronny oznacza czas, w którym danego gatunku nie wolno zabierać z łowiska (a często także łowić). W tym czasie limit ilościowy dla danego gatunku w praktyce nie obowiązuje, ponieważ nie wolno zabrać ani jednej sztuki – funkcjonuje więc de facto limit zerowy. Po zakończeniu okresu ochronnego można znów zabierać ryby, ale tylko w granicach określonych limitów ilościowych i przy zachowaniu wymiarów ochronnych.
Niekiedy mylnie interpretuje się przepisy, zakładając, że „skoro nie brałem ryb w okresie ochronnym, to teraz mogę zabrać więcej”. Limity ilościowe są jednak limitami dobowymi, a nie sezonowymi. Nie „przechowują się” z jednego dnia na drugi. Nie ma więc znaczenia, że przez tydzień w ogóle nie zabieraliśmy ryb – danego dnia i tak obowiązuje nas dokładnie ten sam limit dobowy. Jakiekolwiek próby „sumowania niewykorzystanych limitów” są niezgodne z prawem i duchem przepisów.
Specjalne regulacje dla gatunków szczególnie cennych
Dla niektórych gatunków wprowadza się szczególnie niskie limity, np. jedną sztukę na dobę, lub nawet zakaz zabierania ryb większych niż określona długość (tzw. górny wymiar ochronny). Ma to na celu ochronę dużych, wartościowych tarlaków, które są kluczowe dla odnawiania populacji. W takich przypadkach limit ilościowy działa w obie strony: nie wolno zabierać ryb ani zbyt małych, ani zbyt dużych, a łączna liczba pozostałych osobników nie może przekroczyć ustalonej wartości.
Takie rozwiązania budzą niekiedy kontrowersje, zwłaszcza wśród osób przyzwyczajonych do tradycyjnego podejścia: złowiłem – moja sprawa. Jednak doświadczenia z wielu krajów pokazują, że ochrona największych i najmniejszych osobników, w połączeniu z rozsądnymi limitami ilościowymi, daje najlepsze wyniki w dłuższej perspektywie. Łowiska pozostają pełne życia, a szansa na spotkanie z prawdziwym „okazem życia” nie maleje z roku na rok.
Odpowiedzialne korzystanie z limitów – etyka i praktyka nad wodą
Sama znajomość liczb nie wystarczy. Kluczowe jest odpowiedzialne korzystanie z przysługujących uprawnień. Fakt, że wolno zabrać określoną liczbę ryb, nie oznacza, że zawsze trzeba to robić. W nowoczesnym wędkarstwie coraz większe znaczenie zyskuje zasada „zabierz tyle, ile naprawdę potrzebujesz, nie więcej”. Limity to maksimum, nie obowiązek do wypełnienia „pod korek” przy każdej wyprawie.
Kiedy warto zrezygnować z zabrania ryb, mimo że limit na to pozwala?
Istnieje wiele sytuacji, w których rozsądek i troska o łowisko przemawiają za wypuszczeniem ryby, mimo że przepisy dopuszczają jej zabranie. Przykładowo, jeśli na danym odcinku rzeki wędkarz zauważa wyraźny spadek liczby dużych drapieżników, dobrym wyborem jest ograniczenie się do jednego okazu na kilka wypraw lub całkowite przejście na zasady „złów i wypuść”. Podobnie w upalne dni, gdy woda jest mocno nagrzana i dotknięta deficytem tlenu, lepiej ograniczyć presję na ryby niż wywozić do domu pełne siatki osłabionych osobników.
Wielu doświadczonych wędkarzy uznaje też zasadę, że duże, stare ryby o wyjątkowej wartości genetycznej powinny wracać do wody, nawet jeśli brakuje do wypełnienia limitu. Można zabrać mniejsze, „konsumpcyjne” sztuki, a największym dać szansę jeszcze raz przystąpić do tarła. Taka praktyka z czasem procentuje – rośnie liczba dużych okazów, a łowisko zyskuje sławę miejsca, gdzie naprawdę można spotkać coś wyjątkowego.
Typowe błędy przy liczeniu limitu i jak ich unikać
Jednym z najczęstszych błędów jest nieświadome przekroczenie limitu łącznego, gdy łowi się kilka gatunków jednocześnie. W emocjach łatwo stracić rachubę – szczególnie, gdy ryby żerują intensywnie. Dobrym nawykiem jest notowanie na bieżąco w pamięci (lub nawet w notatniku) każdej zabranej ryby: gatunek, długość, liczba. Niektórzy oznaczają ryby w siatce, np. umieszczając je w osobnych komorach lub po prostu regularnie przeliczając zawartość.
Innym typowym problemem jest „podmiana” ryb w siatce. Wędkarz zabiera pierwsze dwie sztuki w danym gatunku, po czym łowi trzecią, znacznie większą. Zamiast wypuścić większą, postanawia wymienić ją z mniejszą – co często jest zgodne z jego logiką, ale nie z przepisami. Aby uniknąć takich dylematów, warto przyjąć zasadę: zanim włożysz rybę do siatki, zastanów się, czy na pewno chcesz ją zabrać. Jeśli nie masz pewności, lepiej ją wypuścić i łowić dalej.
Kontrole nad wodą – co może sprawdzić strażnik?
Strażnik SSR, PSR lub inny upoważniony funkcjonariusz ma prawo skontrolować wszystkie ryby będące w posiadaniu wędkarza – zarówno te w siatce, jak i w lodówce turystycznej, skrzynce na łodzi czy bagażniku samochodu zaparkowanego przy łowisku. Częstym błędem jest przekonanie, że „te już są w aucie, więc się nie liczą”. Nic bardziej mylnego – cały połów z danej doby i łowiska przypisuje się do konkretnego wędkarza, niezależnie od tego, czy ryby są jeszcze żywe, schłodzone, czy już wypatroszone.
W czasie kontroli weryfikuje się zarówno **limit** ilościowy, jak i wymiary ochronne, liczbę wędek, ważność dokumentów, a nierzadko także stosowane przynęty czy sposób holowania ryb. Znakomita większość problemów wynika nie ze złej woli, lecz z niewiedzy i lekceważenia regulaminu. Dlatego przed każdym sezonem warto odświeżyć sobie aktualne zasady, bo zmiany limitów i ochrony gatunkowej wcale nie należą do rzadkości.
Różnice w limitach: wody publiczne, prywatne i specjalne
W Polsce funkcjonuje wiele różnych rodzajów akwenów, a każdy gospodarz może wprowadzać własne regulacje. Dotyczy to zarówno wymiarów i okresów ochronnych, jak i limitów ilościowych. Wędkarz, który wybiera się na nową wodę, nie powinien zakładać, że obowiązują tam identyczne zasady jak na dobrze znanym jeziorze w okolicy domu. Różnice mogą być naprawdę znaczące.
Wody PZW a łowiska prywatne – kto ustala limity?
Na wodach dzierżawionych przez okręgi PZW obowiązują przepisy ustawowe oraz regulaminy okręgowe lub ogólnopolskie. Limity ilościowe, wymiarowe i inne zasady odnoszą się zwykle do szerokiej grupy akwenów w danym regionie, choć i tu pojawiają się zbiorniki specjalne z dodatkowymi obostrzeniami. Wędkarz musi znać zarówno przepisy krajowe, jak i regulamin PZW, w ramach którego posiada opłacone składki.
Inaczej jest na łowiskach prywatnych, komercyjnych czy specjalnych. Tam właściciel lub dzierżawca ma prawo narzucać własne limity, często odbiegające od standardów. Można spotkać zarówno łowiska, gdzie zabiera się określoną liczbę ryb w cenie wejściówki, jak i takie, w których obowiązuje całkowite no kill. Na jednych limit dobowy wynosi kilka sztuk, na innych piętnaście – wszystko zależy od modelu gospodarowania i polityki właściciela. Co istotne, regulamin takiego łowiska ma moc wiążącą dla każdego, kto wykupił pozwolenie i przekroczył jego bramę.
Łowiska specjalne, catch & release i trofea
Rosnącą popularnością cieszą się łowiska nastawione na duże okazy – karpi, sumów, szczupaków czy pstrągów. Tam limity są łagodniejsze lub wręcz zniesione, ale wyłącznie w sensie zabierania ryb – wędkarz może złowić wiele okazów, ale żadnego nie wolno mu zabrać do domu. Cała filozofia polega na budowaniu populacji dużych i bardzo dużych ryb, które są przyciągającą magnesem atrakcją danego miejsca. W takim modelu to nie kilogramy wyniesionego mięsa świadczą o sukcesie wyprawy, lecz liczba złowionych i wypuszczonych okazów.
Trzeba jednak pamiętać, że także na łowisku no kill obowiązują różnego rodzaju „limity” – przykładowo limit liczby wędzisk, dozwolonych haków, maksymalnego czasu przetrzymywania ryb w worku karpiowym czy liczby zestawów gruntowych na stanowisku. Wszystkie te ograniczenia mają chronić ryby przed nadmiernym stresem i uszkodzeniami. Złamanie ich jest traktowane równie poważnie jak przekroczenie limitu ilościowego na wodach, gdzie wolno zabierać połów.
Edukacja, zmiany przepisów i rola wędkarzy w ochronie łowisk
Limity ilościowe nie są czymś danym raz na zawsze. Zdarza się, że w ramach jednego okręgu czy regionu podlegają one zmianom co kilka lat, w zależności od wyników odłowów kontrolnych, stanu zarybień, presji wędkarskiej i ogólnej kondycji łowisk. Jeśli obserwuje się gwałtowny spadek populacji danego gatunku, gospodarz może obniżyć limit, a czasem wprowadzić czasowy zakaz zabierania ryb. Nie jest to działanie „przeciwko” wędkarzom, lecz próba ratowania zasobów, zanim będzie za późno.
Wędkarze mają w tym procesie znaczącą rolę. Zgłaszając obserwacje z łowiska – np. drastyczne przerzedzenie stad, masowe śnięcia, nielegalne odłowy siatkami czy zbyt intensywną eksploatację przez część osób – wpływają na decyzje zarządzających. Organizacje wędkarskie, kluby i koła mają możliwość składania wniosków o zmianę limitów, szczególnie tam, gdzie presja jest nietypowo wysoka lub gdzie wprowadzenie bardziej restrykcyjnych limitów może uratować cenną populację ryb.
Zrozumienie statystyki i biologii populacji
Nie każdy musi być biologiem ryb, ale podstawowe pojęcia pomagają zrozumieć sens limitów. Populacja ryb w danym akwenie nie jest magazynem o nieskończonej pojemności. Każdy rok przynosi określony przyrost biomasy, zależny od warunków środowiskowych, temperatury, dostępności pokarmu, sukcesu tarła i wielu innych czynników. Jeśli z łowiska zabierzemy więcej, niż wynosi naturalny przyrost, populacja zacznie się kurczyć. Limity ilościowe mają utrzymać eksploatację na poziomie, który nie przekracza możliwości odnowy.
W praktyce wymaga to pewnego zapasu bezpieczeństwa – dlatego często ustala się limity niższe, niż wynikałoby to z samych obliczeń. Nikt nie jest w stanie w pełni precyzyjnie policzyć wszystkich ryb w jeziorze czy rzece, dlatego system ochrony opiera się na założeniach konserwatywnych. Jeśli sezon okaże się wyjątkowo dobry, wędkarze i tak złowią sporo, a populacja nie ucierpi. Jeśli natomiast warunki będą słabe, niższe limity uchronią stado przed załamaniem i pozwolą mu przetrwać trudniejszy okres.
Zmieniające się podejście do wędkowania a przyszłość limitów
W ostatnich latach można zaobserwować wyraźny zwrot w mentalności części środowiska wędkarskiego. Coraz więcej osób traktuje wędkarstwo przede wszystkim jako formę rekreacji, kontaktu z przyrodą, sposobu na stres, a nie wyłącznie na pozyskiwanie rybiego mięsa. Wraz z tym podejściem rośnie akceptacja dla ostrych limitów ilościowych, a nawet całkowitego zakazu zabierania ryb na niektórych akwenach. Z drugiej strony wciąż istnieje grupa wędkarzy przywiązanych do tradycyjnego modelu „zabrać ile wolno, czasem trochę więcej”.
Przyszłość limitów będzie w dużej mierze zależeć od tego, która z tych postaw zdominuje. Jeśli większość wędkarzy uzna, że warto brać tylko tyle, ile naprawdę jest potrzebne, przepisy mogą pozostać umiarkowanie rygorystyczne. Jeśli jednak presja na łowiska będzie rosła, a nadużycia staną się powszechne, gospodarzom nie pozostanie nic innego jak wprowadzanie coraz ostrzejszych ograniczeń: niższych limitów dobowych, większej liczby łowisk no kill, surowszych kar za przekroczenia.
Praktyczne wskazówki dla wędkarza – jak bezpiecznie „poruszać się” wśród limitów
Aby uniknąć nieporozumień, mandatów czy konfiskaty sprzętu, warto wyrobić sobie kilka prostych nawyków związanych z limitami ilościowymi. Nie są one skomplikowane, ale w dłuższej perspektywie znacząco zwiększają komfort wędkowania i bezpieczeństwo prawne.
Zawsze sprawdzaj aktualny regulamin dla danej wody
Przed wyjazdem na nowe łowisko zapoznaj się z regulaminem – najlepiej bezpośrednio ze źródła, czyli strony internetowej gospodarza wody lub informacji zawartych w zezwoleniu. Nie opieraj się wyłącznie na tym, co „mówił kolega” czy co znalazłeś na dawnym forum sprzed pięciu lat. Limity ilościowe na danym akwenie mogą zostać zmienione nawet w trakcie sezonu, jeśli pojawią się ku temu przesłanki. Brak wiedzy nie jest żadną linią obrony podczas kontroli.
Jeśli łowisz w różnych okręgach lub na mieszaninie wód publicznych i prywatnych, zapisz sobie najważniejsze limity dla wybranych gatunków, których często szukasz. Szczególnie dotyczy to drapieżników, ryb łososiowatych i karpiowatych ryb sportowych. Im więcej gatunków masz „na celowniku”, tym łatwiej się pomylić, dlatego przejrzysta ściąga bywa lepszym rozwiązaniem niż liczenie wyłącznie na pamięć.
Miej osobny plan na ryby „do zabrania” i „sportowe”
Dobrym pomysłem jest rozdzielenie łowienia „na jedzenie” od łowienia sportowego. Jeżeli wybierasz się po to, by zabrać ze sobą ryby, ustal przed wyjazdem, ile faktycznie potrzebujesz – np. dwie sztuki średniej wielkości szczupaka lub kilka leszczy. Po osiągnięciu tego celu zmień nastawienie na czysto sportowe: łów, fotografuj, wypuszczaj. Dzięki temu nie będziesz kusił losu, próbując „dobić” limit, zwłaszcza gdy łowisko nie wygląda najlepiej.
Jeżeli natomiast Twoim głównym celem jest sport i kontakt z naturą, możesz przyjąć zasadę, że ryb w ogóle nie zabierasz lub robisz to bardzo rzadko. Wówczas limity ilościowe stają się bardziej „siatką bezpieczeństwa” niż liczbą, do której trzeba równać. Taka postawa znacząco zmniejsza ryzyko konfliktu z przepisami i zwiększa szanse, że łowisko pozostanie w dobrej kondycji jeszcze przez długie lata.
FAQ – najczęściej zadawane pytania o limity ilościowe połowu
Czy mogę kontynuować łowienie, jeśli osiągnąłem już dzienny limit ryb danego gatunku?
Tak, możesz dalej łowić, ale wszystkie kolejne ryby tego gatunku musisz natychmiast wypuszczać, bez przetrzymywania ich w siatce. Limit ilościowy dotyczy wyłącznie ryb zabieranych z łowiska. Pamiętaj jednak, że w praktyce strażnik ocenia także Twoje zachowanie – jeśli złowione po osiągnięciu limitu ryby będą przetrzymywane, podmieniane lub uśmiercane, może to zostać uznane za obejście przepisów i skutkować mandatem lub innymi sankcjami.
Czy ryby trzymane w samochodzie lub lodówce turystycznej liczą się do limitu dobowego?
Tak, wszystkie ryby złowione w danym dniu i na danym łowisku, niezależnie od tego, czy są w siatce w wodzie, w wiadrze na brzegu, w samochodzie, czy już wypatroszone, zaliczają się do Twojego dobowego limitu. Straż ma prawo zażądać pokazania całego połowu będącego w Twoim posiadaniu. Próba „ukrywania” części ryb w aucie lub innym miejscu jest traktowana jako świadome omijanie przepisów i zazwyczaj kończy się surowymi konsekwencjami, włącznie z konfiskatą sprzętu.
Czy mogę „podmienić” rybę w siatce na większą, jeśli nie przekroczę limitu sztuk?
W większości regulaminów raz wzięta do siatki ryba jest traktowana jako ryba przeznaczona do zabrania z łowiska. Wypuszczanie jej później, aby zrobić miejsce dla większego okazu, jest uznawane za nieetyczne i bywa wprost zakazane. Dodatkowo, ryba trzymana w siatce bywa osłabiona i zraniona, co obniża jej szanse na przeżycie po wypuszczeniu. Dlatego przed włożeniem ryby do siatki zawsze warto zdecydować, czy na pewno chcesz ją zabrać; jeśli masz wątpliwości, lepiej ją od razu wypuścić.
Czy niewykorzystany limit z jednego dnia mogę „przenieść” na kolejny?
Nie, limit ilościowy jest zawsze limitem dobowym (ewentualnie dla czasu określonego w zezwoleniu), a nie tygodniowym czy sezonowym. To, że przez kilka dni nie zabierałeś żadnych ryb, nie daje Ci prawa do zabrania ich „z nawiązką” w kolejnym dniu. Każda doba połowowa liczona jest osobno, a próby sumowania niewykorzystanych limitów są niezgodne z przepisami i duchem ochrony rybostanu. Zawsze obowiązuje Cię aktualny, jednolity limit wyznaczony dla jednego dnia wędkowania.
Co grozi za przekroczenie limitu ilościowego połowu ryb?
Za przekroczenie limitu możesz otrzymać mandat, zostać skierowany do sądu, a nawet utracić kartę wędkarską lub zezwolenie na dany akwen. Często dodatkowo konfiskuje się sprzęt użyty do popełnienia wykroczenia, a także cały nielegalnie pozyskany połów. W przypadku rażących naruszeń lub recydywy organizacje wędkarskie mogą nałożyć zakaz wędkowania na swoich wodach na określony czas. Skutki finansowe i organizacyjne zazwyczaj wielokrotnie przewyższają potencjalną „korzyść” z paru nadprogramowych ryb.









