Test zestawów castingowych do 1000 zł – czy to się opłaca?

Testowanie niedrogich zestawów castingowych do 1000 zł to dobry sposób, by sprawdzić, czy warto wchodzić w świat multiplikatorów bez wydawania fortuny. Wielu spinningistów zastanawia się, czy zmiana z klasycznego kołowrotka na multiplikator realnie przełoży się na dalsze rzuty, lepszą kontrolę przynęty i większą frajdę z holu ryby. Pojawia się jednak obawa przed „brodami”, skomplikowaną regulacją hamulców i wysokim kosztem sprzętu. Dlatego warto dokładnie przyjrzeć się zestawom castingowym z półki ekonomicznej – tym, które mieszczą się w kwocie około 1000 zł i mają ambicję stać się pełnoprawnym narzędziem do codziennego łowienia szczupaków, okoni, sandaczy czy boleni.

Czym właściwie jest zestaw castingowy i dla kogo jest przeznaczony?

Zestaw castingowy to połączenie kija castingowego z multiplikatorem, ustawionym „na górze” blanku, w przeciwieństwie do klasycznego zestawu spinningowego. Taka konfiguracja pozwala przenosić obciążenia inaczej niż w spinningu, daje precyzyjniejszą kontrolę nad przynętą oraz bezpośredniejszy kontakt z rybą. Same wędziska castingowe wyposażone są w charakterystyczny uchwyt typu trigger, a przelotki są mniejsze i ustawione tak, by współpracować z multiplikatorem.

Dla kogo w ogóle jest casting? Stereotyp mówi, że to domena łowców wielkich szczupaków i sumów, którzy operują ogromnymi przynętami. W praktyce zestaw castingowy sprawdzi się także u osób łowiących średnimi gumami, obrotówkami, wahadłówkami, jerkami, a nawet lekkimi woblerami w wersji bait finesse. Dobrze dobrane tanie zestawy pozwalają komfortowo rzucać przynętami od około 10–15 g, a w wersjach cięższych od 30–40 g wzwyż.

Główne zalety castingu, które są istotne przy ocenie tańszych zestawów:

  • lepsza kontrola toru rzutu i hamowania szpuli kciukiem,
  • łatwiejsze podbijanie przynęty – szczególnie gum i jerków,
  • większa trwałość napędu w multiplikatorze przy częstym łowieniu ciężkimi przynętami,
  • wysoki komfort holu większych ryb dzięki układowi wędzisko–multiplikator,
  • mniejsze zmęczenie nadgarstka przy łowieniu z łodzi i częstym operowaniu przynętą.

Zestawy castingowe do 1000 zł mają za zadanie dać większość z tych korzyści bez konieczności zakupu topowych modeli. Różnice w stosunku do sprzętu premium będą dotyczyły głównie precyzji hamulców, kultury pracy, masy oraz długowieczności przy bardzo intensywnym użytkowaniu.

Co da się kupić do 1000 zł – realne możliwości i ograniczenia

Budżet do 1000 zł na kompletny zestaw castingowy oznacza zazwyczaj:

  • multiplikator w granicach 350–600 zł,
  • wędzisko castingowe w cenie 250–400 zł,
  • reszta budżetu na plecionkę, przypony, ewentualne akcesoria montażowe.

Oczywiście można nieco przestawić proporcje – np. kupić tańszy kij za ok. 200–250 zł i lepszy multik za 600–700 zł, albo odwrotnie. Z praktycznego punktu widzenia, przy budżecie 1000 zł, rozsądniej jest przeznaczyć większą część na multiplikator. To on w największym stopniu odpowiada za komfort rzutu, podatność na „brody” oraz trwałość całego zestawu.

Jakiej jakości można oczekiwać w tym progu cenowym?

Multiplikatory do 600–700 zł z ofert popularnych firm nie są już zabawkami, ale pełnoprawnymi narzędziami do regularnego łowienia. W tej półce możesz liczyć na:

  • system hamulca rzutowego (magnetyczny lub mieszany) na tyle precyzyjny, by po krótkim treningu znacząco ograniczyć liczbę splątań,
  • przyzwoitą kulturę pracy, bez dramatycznych luzów na korbce,
  • szpulę o rozsądnej masie i pojemności, dostosowaną do większości plecionek wykorzystywanych na drapieżniki,
  • materiały typu aluminium, grafit o wzmocnionej konstrukcji, proste ale skuteczne hamulce walki (drag).

Kije castingowe w okolicach 250–400 zł zazwyczaj oferują:

  • blank z włókna węglowego o akcji od umiarkowanej po szybką (fast), wystarczającej do większości technik,
  • przelotki o zadowalającej jakości, pozwalające stosować plecionki 0,12–0,20 mm,
  • wygodny uchwyt z pianki EVA lub korka, w wersji dzielonej lub pełnej,
  • rozsądną wagę i balans, choć często nieco gorsze parametry od droższych modeli premium.

Ograniczenia budżetowych zestawów castingowych to:

  • mniejsza precyzja hamulca rzutowego – trudniej osiągnąć perfekcyjne rzuty lekkimi przynętami,
  • większa masa sprzętu – po całym dniu łowienia różnica 30–50 g jest odczuwalna,
  • niższa jakość łożysk – po dwóch–trzech sezonach intensywnego użytkowania mogą wymagać serwisu,
  • mniejsza odporność na sól – w wędkarstwie morskim lepiej sięgać po wyższą półkę lub dedykowane modele.

Najpopularniejsze konfiguracje w budżecie do 1000 zł

Z punktu widzenia osoby testującej zestawy, warto wyróżnić kilka typowych konfiguracji sprzętowych w tym zakresie cenowym:

  • Średni spinning szczupakowo–sandaczowy – wędzisko 10–35 g lub 15–40 g, długość ok. 2,1–2,4 m, multiplikator o przełożeniu uniwersalnym, np. 6:1. Zestaw do cięższych gum, obrotówek nr 3–4, średnich woblerów.
  • Ciężki zestaw szczupakowy / jerking – kij 20–60 g, 30–80 g, a nawet do 100 g, długość raczej 1,9–2,1 m (szczególnie z łodzi), multiplikator o mocnym hamulcu i solidnej przekładni. Idealny do jerków, dużych gum i ciężkich wahadłówek.
  • Uniwersał z brzegu – kij 7–28 g, 10–30 g, około 2,3–2,4 m, multiplikator kompaktowy, lżejszy, do łowienia okoni, szczupaków, kleni czy boleni.

Każdą z tych konfiguracji można zbudować w przybliżeniu za 900–1000 zł, dobierając plecionkę 0,12–0,18 mm oraz przypony stalowe, wolframowe lub fluorocarbonowe w zależności od gatunku ryb.

Jak testować zestawy castingowe do 1000 zł i na co zwracać uwagę?

Sam zakup to dopiero początek. Realna ocena, czy budżetowy zestaw castingowy się opłaca, wymaga sprawdzenia sprzętu nad wodą, i to w różnych warunkach. W praktyce warto przetestować co najmniej kilka aspektów: ergonomię, kulturę pracy, skuteczność hamulców, zasięg rzutu, odporność na brody, komfort holu oraz zachowanie przy różnych przynętach.

Ergonomia i wyważenie zestawu

Już po pierwszych godzinach łowienia da się zauważyć, czy kij i multiplikator tworzą spójną całość. Warto zwrócić uwagę na:

  • poziom zmęczenia nadgarstka – jeśli po kilku godzinach pojawia się ból, zestaw jest zbyt ciężki lub źle wyważony,
  • układ rękojeści i pozycję palców na spuście (triggerze) – czy chwyt jest pewny, szczególnie przy mocnym zacięciu,
  • wygodę obsługi gwiazdy hamulca oraz regulacji docisku szpuli – powinny być dostępne bez przestawiania ręki.

W tej półce cenowej często spotyka się nieco masywniejsze korpusy multiplikatorów i grubsze blanki. Mimo to dobrze dobrane zestawy potrafią być zaskakująco wygodne, szczególnie do łowienia z łodzi, gdzie nie wykonuje się bardzo długich serii rzutów z maksymalną siłą.

Kultura pracy multiplikatora i hamulce rzutowe

Multiplikator decyduje o tym, czy przy każdym rzucie będziesz stresować się widmem „brody”, czy też rzucanie stanie się automatyczne. Przy testowaniu budżetowych modeli warto:

  • sprawdzić płynność obrotu szpuli na sucho i z nawiniętą plecionką – czy czuć opory, przeskoki, luzy,
  • nauczyć się regulacji hamulca magnetycznego lub odśrodkowego – przy pierwszych rzutach ustawić go dość mocno, a później stopniowo zmniejszać,
  • ocenić zachowanie szpuli przy nagłym zatrzymaniu przynęty w locie – czy plecionka nie wysypuje się na szpulę zbyt agresywnie.

Przy budżetowych multikach dobrym testem jest rzucanie ciężkimi i średnimi przynętami (np. 20–40 g). Łatwiej wtedy odczuć potencjał hamulców rzutowych. Jeśli da się uzyskiwać powtarzalne, dalekie rzuty uzbrojonym w kciuk multiplikatorem, a liczba splątań jest niewielka, można uznać, że hamulec sprawdza się w praktyce.

Zasięg rzutu i precyzja

Kolejną kategorią testową jest zasięg i celność. Zestawy castingowe nie zawsze rzucają dalej niż spinning w tym samym budżecie, jednak przewagą jest precyzja oraz kontrola. Praktyczny test można przeprowadzić na spokojnym odcinku rzeki lub jeziorze, ustawiając sobie „cel” – np. zatopiony krzak, kępę trzcin, betonowy słupek.

Przy dobrze wyregulowanym hamulcu i odpowiedniej technice rzutu, nawet tańsze zestawy umożliwiają trafianie w stosunkowo mały obszar z odległości 20–30 m. Warto porównać to ze swoim zestawem spinningowym – często okaże się, że multiplikator pozwala lepiej kontrolować lot przynęty, a kciukiem można subtelnie korygować tor i długość rzutu.

Przy testach zasięgu trzeba pamiętać, że wędzisko o zbyt „kluchowatej” akcji może tłumić dynamikę rzutu, a za twardy kij w połączeniu z niedostatecznie naładowanym blankiem (zbyt lekka przynęta) powoduje straty energii. Średniej klasy wędziska do 400 zł zazwyczaj sprawdzają się najlepiej w środku deklarowanego zakresu ciężaru wyrzutowego.

Brody – nieuniknione, ale można je ograniczyć

Mit mówi, że casting to niekończące się rozplątywanie linek. W praktyce, przy sensownym sprzęcie i odrobinie treningu, liczba brod drastycznie spada. Zestawy do 1000 zł potrafią w tym aspekcie pozytywnie zaskoczyć. Podczas testów warto celowo „przesadzić” z siłą rzutu czy rzutami pod wiatr, by zobaczyć, w jakich warunkach multiplikator zaczyna się gubić.

Jeśli hamulec rzutowy w skrajnych ustawieniach nadal pozwala opanować szpulę przy mocnych rzutach, to dobry znak. Gorsze modele zdradzą się tym, że przy lekkim błędzie technicznym, np. zbyt późnym zatrzymaniu kciukiem, natychmiast wyprodukują wielką brodę. W praktyce odczucie „wybaczalności” sprzętu jest jednym z ważniejszych kryteriów oceny opłacalności zakupu.

Testy holu – praca blanku i hamulca walki

Nie ma lepszego testu niż prawdziwa walka z rybą. W budżecie do 1000 zł zestaw powinien poradzić sobie bez problemu z typowymi dla naszych wód drapieżnikami w rozmiarach 50–90 cm – szczupakiem, sandaczem, boleniem. W ocenie sprzętu warto zwrócić uwagę na:

  • płynność oddawania plecionki przez hamulec przy gwałtownych odjazdach,
  • brak szarpnięć i „przeskoków” w pracy hamulca,
  • elastyczność blanku przy przytrzymaniu ryby na krótkiej lince (łowienie z łodzi, pod brzegiem),
  • pewność uchwytu przy siłowym holu z zaczepów.

Jeżeli hamulec walki utrzymuje zadane ustawienie bez nagłego „puszczenia” lub zablokowania, a kij płynnie amortyzuje szarpnięcia, nie ma powodu, by uważać taki zestaw za „gorszy” od znacznie droższego w normalnych, śródlądowych warunkach.

Jak mądrze dobrać i skonfigurować zestaw castingowy do 1000 zł?

Nawet najlepszy test niewiele da, jeśli przy samym doborze komponentów popełni się podstawowe błędy. Rozsądne zaplanowanie zakupu i konfiguracji znacznie zwiększa szanse, że tani zestaw castingowy spełni Twoje oczekiwania przez kilka sezonów.

Dobór wędziska – długość, ciężar wyrzutowy i akcja

Najpierw odpowiedz sobie na pytanie, co zamierzasz łowić i jakimi przynętami. To determinuje wybór blanku:

  • do średnich gum 10–15 cm na główkach 10–25 g, średnich obrotówek i wahadłówek – kij 10–35 g lub 15–40 g, długość ok. 2,1–2,3 m, akcja szybka,
  • do jerków i ciężkich przynęt szczupakowych – 20–60 g lub 30–80 g, 1,9–2,1 m, akcja szybka lub umiarkowanie szybka,
  • do uniwersalnego łowienia z brzegu (okonie, szczupaki, bolenie) – 7–28 g lub 10–30 g, 2,3–2,4 m, akcja szybka.

Przy budżecie do 400 zł lepiej unikać „udziwnionych” konstrukcji i stawiać na sprawdzone, proste blanki z grafitu o umiarkowanej sztywności. Wędzisko powinno być na tyle szybkie, by umożliwić skuteczne zacięcie, ale jednocześnie mieć zapas mocy w środkowej części do amortyzacji odjazdów ryby.

Multiplikator – serce całego systemu

Przy wyborze multiplikatora warto kierować się kilkoma kluczowymi parametrami:

  • Przełożenie – wartości rzędu 6,2:1 czy 7,1:1 są najbardziej uniwersalne. Wyższe przełożenia ułatwiają szybkie zbieranie luzu i prowadzenie przynęt pracujących w górnych partiach wody, ale mogą wymagać nieco większej siły przy mocnym oporze (np. duże obrotówki).
  • Maksymalna siła hamulca – dla szczupaków i sandaczy realne 5–8 kg w zupełności wystarczy. Większe wartości są przydatne głównie przy ekstremalnym łowieniu w zaczepach lub na duże ryby.
  • Typ hamulca rzutowego – system magnetyczny jest prostszy i bardziej intuicyjny dla początkujących. Hamulce odśrodkowe lub hybrydowe potrafią dać lepsze osiągi, ale wymagają staranniejszej regulacji.
  • Masa i rozmiar korpusu – zbyt ciężki multik na lekkim kiju odstraszy od łowienia. W budżecie do 600 zł da się kupić modele ważące 190–230 g, co jest satysfakcjonującym wynikiem.

Zdecydowanie warto zainwestować w model renomowanej firmy, nawet kosztem lekkiego przekroczenia zakładanego pułapu 1000 zł o kilkadziesiąt złotych, zamiast sięgać po zupełnie anonimowe konstrukcje. Trwałość przekładni, precyzja spasowania i dostęp do serwisu po dwóch–trzech sezonach intensywnego używania mają większe znaczenie niż chwilowa oszczędność.

Plecionka, przypony i drobne szczegóły, które robią różnicę

Przy testowaniu zestawów castingowych wiele osób zapomina, że ważnym ogniwem jest też linka oraz przypon. Dobra plecionka potrafi wyciągnąć z budżetowego sprzętu dodatkowe metry rzutu, a kiepska – skutecznie wszystko zepsuć. Do uniwersalnego łowienia drapieżników na zestawie do 1000 zł warto postawić na:

  • plecionki 8-splotowe o średnicy 0,12–0,16 mm do łowienia średnimi przynętami,
  • plecionki 4-splotowe 0,18–0,22 mm do ciężkich jerków, dużych gum i łowienia w zaczepach,
  • przypony stalowe lub tytanowe o długości 20–30 cm przy szczupakach, fluorocarbon 0,35–0,45 mm przy sandaczu lub boleniu.

Ważne jest też prawidłowe nawinięcie linki na szpulę – wypełnienie jej do ok. 1–2 mm poniżej krawędzi. Zbyt mało nawinięta plecionka zmniejszy zasięg rzutu, zbyt dużo – mocno zwiększy ryzyko brod. Tanie multiplikatory bywają na to szczególnie wrażliwe, dlatego staranność na tym etapie ma realne przełożenie na komfort użytkowania.

Opłacalność w praktyce – kiedy budżetowy casting ma sens?

Przy ocenie opłacalności trzeba odpowiedzieć sobie na kilka prostych pytań:

  • jak często łowisz – kilka razy w sezonie czy kilkadziesiąt / kilkaset godzin rocznie,
  • czy casting ma być główną metodą, czy jedynie uzupełnieniem arsenału,
  • czy używasz dużych, ciężkich przynęt, które naprawdę zyskują na multiplikatorze.

Jeśli łowisz średnio intensywnie, kilka–kilkanaście wyjazdów w sezonie, a casting traktujesz jako ciekawą alternatywę dla spinningu, zestaw do 1000 zł ma bardzo dobre uzasadnienie ekonomiczne. Otrzymujesz pełnowartościowy sprzęt, który pozwala poznać technikę, wyrobić nawyki i sprawdzić, czy to w ogóle „Twoja” metoda. W razie gdybyś po dwóch sezonach zakochał się w castingu, zawsze możesz sprzedać dotychczasowy zestaw z niewielką stratą i przesiąść się na coś z wyższej półki.

Natomiast jeśli łowisz kilka razy w tygodniu, planujesz eksploatować sprzęt przez wiele lat i stosować bardzo wymagające przynęty lub łowić w ciężkim morskim środowisku, warto potraktować zestaw do 1000 zł raczej jako „szkołę castingu” niż rozwiązanie docelowe. W tym scenariuszu docenisz później lepsze hamulce, lżejsze szpule i wytrzymalsze przekładnie.

Najczęstsze błędy przy pierwszym zestawie castingowym do 1000 zł

Testując niedrogie zestawy, można zauważyć powtarzające się schematy, które często prowadzą do rozczarowania. Warto je znać, by nie zrzucać winy na sprzęt, gdy problem leży raczej w konfiguracji lub technice.

Zbyt lekka przynęta do możliwości zestawu

Jednym z najpopularniejszych błędów jest próba rzucania przynętami 5–7 g na kiju o ciężarze wyrzutowym 10–40 g, z multiplikatorem wyposażonym w ciężką szpulę. Taki zestaw potrzebuje obciążenia, by prawidłowo „załadować” blank i rozpędzić szpulę. Rzuty lekkimi przynętami kończą się krótkimi lotami, częstymi brodami i poczuciem, że „casting jest gorszy od spinningu”. Tymczasem wystarczy dostosować wagę przynęty do środka zakresu wyrzutowego i nagle całość zaczyna pracować poprawnie.

Złe ustawienie hamulców i brak treningu

Innym klasycznym problemem jest zbyt szybkie „odkręcenie” hamulca rzutowego i śrubki docisku szpuli, bo użytkownik chce od razu bić rekordy odległości. W efekcie pierwsze godziny nad wodą to pasmo splątań, które skutecznie zniechęcają. Poprawne podejście to rozpoczęcie nauki z mocno dokręconym hamulcem i nieco skróconymi rzutami, stopniowo luzując ustawienia wraz z postępami w technice.

Ignorowanie balansu zestawu

Często spotyka się połączenie bardzo lekkiego kija z lekkiem obciążnikiem i topornym, ciężkim multiplikatorem. Całość staje się męcząca w użytkowaniu i wcale nie daje przewagi nad zwykłym spinningiem. W budżecie do 1000 zł lepiej zaakceptować o kilkadziesiąt gramów cięższy kij, który będzie lepiej równoważył wagę multiplikatora, niż forsować ultra lekkie blanki kosztem komfortu.

Nadmierne oczekiwania względem „magii castingu”

Niektórzy oczekują, że już pierwszy zestaw castingowy – i to budżetowy – zapewni im kilkanaście metrów dalsze rzuty oraz natychmiastowy wzrost liczby brań. W praktyce casting nie jest cudownym środkiem na wszystkie problemy, ale innym narzędziem, które wymaga nauki i z czasem odwdzięcza się wyższą precyzją oraz komfortem. Jeśli podejdziesz do testów z chłodną głową, dostosujesz przynęty do zakresu sprzętu i poświęcisz kilka wypadów na wypracowanie techniki, zestaw do 1000 zł może pozytywnie zaskoczyć i okazać się w pełni opłacalną inwestycją.

FAQ – najczęstsze pytania o zestawy castingowe do 1000 zł

Czy zestaw castingowy do 1000 zł nadaje się dla początkującego?

Tak, ten budżet pozwala kupić sprzęt zdecydowanie lepszy od najtańszych „zabawek”, które potrafią skutecznie zniechęcić do castingu. Początkujący powinni wybrać kij o umiarkowanym ciężarze wyrzutowym (np. 10–35 g) i multiplikator z prostym w obsłudze hamulcem magnetycznym. Przy poprawnej regulacji hamulców i odrobinie cierpliwości, nauka rzucania będzie przebiegała płynnie, a liczba brod szybko zacznie spadać. To rozsądny pułap na pierwszy, poważny kontakt z multiplikatorem.

Jakie przynęty najlepiej sprawdzą się na tanim zestawie castingowym?

Najbezpieczniej jest zaczynać od przynęt mieszczących się w środku zakresu ciężaru wyrzutowego kija, np. gum 10–12 cm na główkach 15–25 g, obrotówek nr 3–4, średnich wahadłówek i woblerów 10–13 cm. Taki ciężar dobrze „ładuje” blank i ułatwia kontrolę szpuli. Na lżejsze przynęty, rzędu 7–10 g, w budżecie do 1000 zł trudno dobrać sprzęt, który zapewni pełen komfort. Z kolei cięższe jerki czy duże gumy wymagają mocniejszego kijka w granicach 20–60 g lub więcej.

Czy casting w tej cenie da mi większy zasięg rzutu niż spinning?

Nie zawsze. W bezpośrednim porównaniu, dobrej klasy spinning w tej samej cenie bywa równie skuteczny, a czasem nawet dalej rzuca lżejszymi przynętami. Casting w budżecie do 1000 zł daje jednak inne korzyści – przede wszystkim większą precyzję, kontrolę lotu przynęty kciukiem oraz wygodę prowadzenia cięższych wabików. Różnice w zasięgu rzutu zależą głównie od techniki oraz dopasowania przynęty do zestawu; często są one niewielkie i nie powinny być jedynym kryterium wyboru.

Jak długo wytrzyma budżetowy zestaw castingowy przy regularnym łowieniu?

Przy rozsądnym użytkowaniu i podstawowej dbałości, taki zestaw potrafi bez problemu przepracować kilka sezonów. Kluczowe jest płukanie multiplikatora z piasku i brudu, okresowe oliwienie łożysk oraz unikanie silnego przeciążania kija ponad deklarowany ciężar wyrzutowy. Przy bardzo intensywnym łowieniu może pojawić się konieczność serwisu multiplikatora po 2–3 sezonach (wymiana łożysk, smarowanie przekładni). Nie jest to jednak koszt rujnujący budżet, a sama trwałość w tej klasie cenowej zwykle w pełni satysfakcjonuje wędkarzy łowiących głównie na wodach śródlądowych.

Powiązane treści

Wędki do drop shota – czułość i praca szczytówki

Drop shot to technika, która na stałe zagościła w arsenale spinningistów łowiących sandacze, okonie czy nawet niektóre drapieżne białoryby. Skuteczność tej metody w ogromnej mierze zależy od odpowiedniego dopasowania wędki – przede wszystkim jej czułości oraz charakteru pracy szczytówki. Wybór wędziska nie jest tu przypadkowy: od niego zależy, czy wyczujemy delikatne podskubywania, prawidłowo zacięciemy rybę i będziemy w stanie komfortowo operować przynętą przez wiele godzin. Poniżej znajdziesz szczegółowy przewodnik po…

Test podbieraków z karbonową sztycą – lekkość w praktyce

Karbonowe podbieraki szturmem wdarły się na rynek sprzętu wędkarskiego i coraz częściej wypierają klasyczne, ciężkie modele z aluminium lub stali. Dzieje się tak nie tylko ze względu na niższą masę, ale też na wytrzymałość, sztywność oraz wygodę użytkowania podczas wielogodzinnych zasiadek. Testując podbieraki z karbonową sztycą, szybko okazuje się, że lekkość to nie kaprys producentów, lecz realna przewaga nad tradycyjnymi rozwiązaniami – od łowisk komercyjnych, przez dzikie rzeki, aż po…

Atlas ryb

Śledź chilijski – Strangomera bentincki

Śledź chilijski – Strangomera bentincki

Śledź pacyficzny – Clupea pallasii

Śledź pacyficzny – Clupea pallasii

Ostrobok chilijski – Trachurus murphyi

Ostrobok chilijski – Trachurus murphyi

Makrela japońska – Scomber japonicus

Makrela japońska – Scomber japonicus

Makrela królewska – Scomberomorus cavalla

Makrela królewska – Scomberomorus cavalla

Tuńczyk wielkooki – Thunnus obesus

Tuńczyk wielkooki – Thunnus obesus

Tuńczyk pasiasty – Katsuwonus pelamis

Tuńczyk pasiasty – Katsuwonus pelamis

Tuńczyk biały – Thunnus alalunga

Tuńczyk biały – Thunnus alalunga

Rekin tygrysi – Galeocerdo cuvier

Rekin tygrysi – Galeocerdo cuvier

Rekin młot – Sphyrna lewini

Rekin młot – Sphyrna lewini

Rekin błękitny – Prionace glauca

Rekin błękitny – Prionace glauca

Morlesz – Squalus acanthias

Morlesz – Squalus acanthias