Wędkowanie w Norwegii na Lofoty – halibuty i dorsze XXL

Lofoty od lat rozpalają wyobraźnię polskich wędkarzy morskich. Surowe, poszarpane wybrzeża, głębokie fiordy i otwarty Atlantyk spotykają się tu na niewielkiej przestrzeni, tworząc jedno z najbardziej spektakularnych łowisk Europy. To właśnie tutaj padają rekordy na potężne halibuty, a **dorsze** z okolicznych ławic regularnie osiągają rozmiary, które nad Bałtykiem wydają się wręcz nierzeczywiste. Wędkowanie na Lofotach to jednak nie tylko trofea XXL, ale też unikalne krajobrazy, czysta woda, dzikie ptactwo i bardzo dobrze zorganizowana infrastruktura dla przyjezdnych wędkarzy. To łowisko, które łączy wysoką sportową poprzeczkę z ogromnymi szansami na sukces nawet dla osób, które pierwszy raz mierzą się z morzem Północy.

Położenie i charakterystyka łowiska Lofoty

Lofoty to archipelag położony w północnej Norwegii, w okręgu Nordland, mniej więcej 200 km na północ od koła podbiegunowego. Główne wyspy – Austvågøya, Vestvågøya, Flakstadøya, Moskenesøya oraz kilka pomniejszych – tworzą długi na blisko 200 km łańcuch górskich wysp wysuniętych daleko w Morze Norweskie. Od stałego lądu oddziela je głęboki Vestfjord, będący jednym z najważniejszych żerowisk **dorsza skrei**, czyli wędrownej, atlantyckiej formy dorsza.

To położenie sprawia, że Lofoty są naturalnym “lejkiem” dla ryb wędrujących z otwartego oceanu. Chłodne, bogate w tlen masy wody z północy napierają tutaj na cieplejszy Prąd Zatokowy. W rezultacie powstają silne prądy, zawirowania i uskoki temperatur, które są idealne dla wielu gatunków drapieżników – od **halibuta** i dorsza, przez czarniaka, po brosmy i zębacze. Archipelag ma też łagodniejszy klimat, niż można by oczekiwać po takiej szerokości geograficznej, co ułatwia wędkowanie praktycznie przez cały rok.

Większość polskich wędkarzy wybiera bazy i ośrodki położone w centralnej i południowej części archipelagu – w okolicach miejscowości Svolvær, Henningsvær, Leknes, Ballstad, Nusfjord, Reine czy Å. To stamtąd jest najłatwiejszy dostęp zarówno do osłoniętych fiordów, jak i do otwartego morza. Łowiska są przy tym bardzo zróżnicowane – od płytkich, kelpowych blatów, po strome podwodne ściany opadające do ponad 200 metrów.

Dostępność łowisk: brzegi, pomosty, slipy i łodzie

Jedną z największych zalet Lofotów jest znakomita organizacja dostępu do wody. Wędkarz, który przylatuje tu samolotem, może w praktyce przyjechać bez własnego sprzętu pływającego i wciąż korzystać z pełni potencjału łowiska. Bazy wędkarskie, pensjonaty i tradycyjne “rorbuer” – dawne domki rybackie zaadaptowane na noclegi – zazwyczaj oferują własne łodzie, pomosty oraz slipy.

Dostęp z brzegu jest możliwy, ale trzeba uczciwie powiedzieć: największy potencjał Lofotów ujawnia się z łodzi. Linia brzegowa jest stroma, często skalista, z licznymi klifami. W wielu miejscach trudno podejść do samej wody, a głębokość osiąga kilkanaście metrów już kilka metrów od lądu. Mimo to istnieje wiele miejscówek brzegowych, szczególnie przy małych portach i zatokach, gdzie można skutecznie łowić dorsze, czarniaki, zębacze, a czasem również halibuta.

Większość portów posiada solidne pomosty, często z drabinkami, oświetleniem i stacjami tankowania paliwa. To ogromne ułatwienie podczas codziennych wypłynięć – szczególnie przy zmiennej pogodzie, gdy bezpieczeństwo załadunku sprzętu i wsiadania do łodzi jest priorytetem. Pomosty te są często własnością ośrodków, ale w praktyce wędkarze z całego świata korzystają z nich bez większych utrudnień, o ile respektują lokalne zasady i zakazy.

Slipów – czyli pochylni do wodowania własnych łodzi – też nie brakuje. W większych portach są to betonowe, łagodnie nachylone zjazdy, dostosowane do przyczep o różnych rozmiarach. W mniejszych osadach trafiają się slipy bardziej “robocze”, używane przez miejscowych rybaków, lecz często da się z nich skorzystać po uprzednim zapytaniu gospodarza portu lub właściciela gruntów. Norwegowie są generalnie przyjaźni wędkarzom, ale cenią porządek i szacunek do infrastruktury, dlatego warto zawsze ustalić zasady zanim postawi się auto z przyczepą na terenie przystani.

Wynajem łodzi jest na Lofotach standardem. W ofercie przeważają solidne jednostki aluminiowe lub z tworzywa, o długości 17–22 stopy, wyposażone w silniki o mocy 40–115 KM, echosondy i GPS z mapami batymetrycznymi. W praktyce większość ośrodków dba o to, by nowo przybyli goście od razu otrzymali podstawowy instruktaż bezpieczeństwa, mapę najbliższych łowisk i informacje o aktualnej pogodzie oraz prądach. Dzięki temu nawet osoby, które pierwszy raz wychodzą na morze, są w stanie poradzić sobie na typowych dystansach do kilku kilometrów od bazy.

Choć Lofoty są łowiskiem otwartym – nie ma tu prywatnych rewirów wędkarskich na morzu – warto korzystać z wiedzy lokalnych przewodników. Wiele ośrodków oferuje wyjścia z przewodnikiem na większej łodzi, co pozwala poznać najskuteczniejsze miejscówki na halibuta i dorsza XXL, a także nauczyć się bezpiecznego manewrowania pomiędzy skałami i podwodnymi progami.

Głębokości, dno i ukształtowanie podwodnego świata

To, co czyni Lofoty tak efektywnym łowiskiem, to niezwykle zróżnicowana rzeźba dna. Ostre, górzyste wyspy są kontynuowane pod powierzchnią wody, tworząc spektakularne kaniony, podwodne grzbiety i urwiska. W odległości kilkuset metrów od brzegu głębokość może osiągać 80–100 metrów, a dalej – nawet 200 i więcej. Równocześnie nie brakuje płytkich, 5–20-metrowych blatów, porośniętych bujnymi łąkami wodorostów i kelpu, które są typowymi rewirami **halibuta** i innych denne żerujących drapieżników.

Dno w rejonie Lofotów jest bardzo zróżnicowane. W pobliżu spłyceń i wypłyceń dominują skalne półki oraz mieszanka kamieni, żwiru i piasku. To miejsca, gdzie doskonale czują się zębacze, brosmy, czarniaki i większe dorsze. Głębsze partie fiordów mają często podłoże muliste lub piaszczysto-muliste, z licznymi ławicami drobnicy, która przyciąga stadne drapieżniki. Szczególnie wartościowe są “schody” – strefy przejścia z 20–30 metrów na 60–80, a potem w przepaść ponad 100 metrów. Te uskoki głębokości są klasycznymi miejscówkami na ryby XXL.

W wielu miejscach można znaleźć też charakterystyczne “rynny” pomiędzy wysepkami i skałami wystającymi z wody. Przez takie wąskie przesmyki przepływają silne prądy, które skupiają pokarmnicze rybki i skorupiaki. Dla doświadczonego wędkarza to naturalne punkty orientacyjne – jeśli echosonda wskazuje gęste ławice drobnicy zawieszone w połowie wody, można się spodziewać czarniaków, a czasem także żerujących pod nimi dorszy.

Dla polskich wędkarzy przyzwyczajonych do Bałtyku ważne jest zrozumienie dynamiki wody wokół Lofotów. Pływy potrafią sięgać kilku metrów, a to oznacza, że prędkość prądu może być naprawdę odczuwalna. Na niektórych miejscówkach łowienie lekkimi zestawami jest możliwe tylko w oknach słabszego przepływu, natomiast przy silniejszym prądzie konieczne jest użycie ciężkich pilkerów lub główek jigowych w granicach 200–400 g i więcej. Jednocześnie ta sama siła wody odpowiada za bogactwo tlenu i pokarmu w wodzie – bez niej łowisko nie byłoby tak produktywne.

Podczas planowania połowów halibuta warto szukać mieszanego dna: przejść z kelpu na piasek, pofałdowanych blatów z licznymi kamiennymi głazami czy łagodnych spadków z 10–20 metrów w dół na 40–60. To właśnie w takich miejscach płaskie drapieżniki lubią polować na śledzie, seje, małe dorsze i inne ofiary. Dorsze XXL częściej kręcą się przy ostrych stokach, progach i w rejonie podwodnych górek, gdzie drobnica jest spychana przez prąd w górę lub w dół stoku.

Gatunki ryb: od halibuta po zębacza

Choć Lofoty kojarzą się przede wszystkim z halibutem i wielkim dorszem, lista spotykanych tu gatunków jest znacznie dłuższa. Dla polskich wędkarzy największymi magnesami są:

  • Halibut – król północnych wód i główny cel wielu wypraw. Na Lofotach regularnie łowi się sztuki 20–50 kg, a egzemplarze ponad 100 kg nie należą do rzadkości. Połowy odbywają się głównie na gumy, martwą rybę i zestawy z przywieszką. Często atakuje przynęty prowadzone tuż nad dnem. Walka z takim kolosem to test sprzętu, umiejętności i kondycji fizycznej.
  • Dorsz skrei – wędrowna, atlantycka forma dorsza, która na przełomie zimy i wiosny masowo wpływa w rejony Lofotów na tarło. To wtedy padają najcięższe okazy, przekraczające 20 kg, a długością zbliżające się do 140–150 cm. Dla wielu wędkarzy skrei to synonim mocy i niesamowitej liczby brań w krótkim czasie.
  • Czarniak (sej) – niezwykle waleczny, stadny drapieżnik, osiągający długość ponad 1 m i wagę kilkunastu kilogramów. Seje potrafią brać w półwodzie i przy powierzchni, co umożliwia emocjonujące łowienie na pilkery, woblery i duże przynęty powierzchniowe.
  • Zębacz – charakterystyczna, “uzębiona” ryba o potężnych szczękach, zamieszkująca kamieniste rejony dna. Choć nie osiąga takich rozmiarów jak halibut, jest jednym z najbardziej pożądanych gatunków kulinarnych i trofealnych. Hol zębacza bywa krótki, ale intensywny, a zdjęcie z rozdziawioną paszczą robi wrażenie na każdym wędkarskim zlocie.
  • Brosma, limanda, gładzica i inne gatunki denne – często przyłowy podczas połowów metodą “na paternoster” w głębszych partiach fiordów. Dla osób nastawionych na kulinarne walory są wartościowym uzupełnieniem dorszy i czarniaków.

Latem i wczesną jesienią częściej spotyka się też makrele, śledzie, a przy powierzchni liczne drobnice, które zdradzają obecność większych drapieżników poniżej. Czasem z łodzi można zaobserwować polujące foki, morświny, a nawet orki, które korzystają z tego samego bogactwa pokarmu, co wędkarze.

Co ważne, Lofoty są łowiskiem dzikim, opartym na naturalnych zasobach. Nie ma tutaj ryb “wpuszczanych” pod wędkarzy – wszystkie trofea pochodzą z otwartego oceanu i regularnych, wędrówek tarlaków oraz lokalnych populacji. To właśnie dzięki tej naturalnej dynamice od lat utrzymuje się wysoka jakość wędkowania.

Opinie wędkarzy i realia połowów XXL

Relacje polskich wędkarzy wracających z Lofotów często brzmią jak opowieści z innej planety. Dla osób przyzwyczajonych do delikatnego skubania sandacza w zimnym, listopadowym Bałtyku, ilość brań i rozmiary ryb mogą być szokujące. Wielu podkreśla, że pierwsze zetknięcie z morskim jigowaniem na głębokościach 60–100 metrów, przy falowaniu i wietrze, jest prawdziwym testem kondycji. Ręce bolą, plecy też, ale uśmiech nie schodzi z twarzy.

Najsłynniejsze są opowieści o pierwszym halibucie. Wędkarze wspominają, jak po spokojnym prowadzeniu gumy nagle następuje potężne zatrzymanie przynęty, a potem seria odjazdów, podczas których kołowrotek wyje, a kij ugina się do granic możliwości. Wielu twierdzi, że dopiero na Lofotach zrozumiało, dlaczego miejscowi nie bawią się w zbyt lekkie zestawy i jak ważna jest dobrze wyregulowana hamulec kołowrotka.

Jeśli chodzi o dorsze XXL, opinie są równie entuzjastyczne. Podczas okresu wędrówki skrei nierzadko zdarzają się dni, gdy złowienie kilkunastu ryb powyżej 10 kg na jedną łódź nie jest niczym wyjątkowym. Wędkarze podkreślają, że kluczem do sukcesu jest znalezienie aktywnej ławicy – co przy użyciu echosondy i doświadczenia gospodarza zwykle nie jest trudne – oraz odpowiednie dostosowanie ciężaru i prowadzenia przynęty do siły prądu.

Z drugiej strony wielu powtarza ostrzeżenie: Lofoty uzależniają. Po kilku dniach łowienia w takich warunkach powrót na lokalną wodę śródlądową lub nawet Bałtyk bywa szokiem. To doświadczenie, które zmienia postrzeganie wędkarskich możliwości i standardów. Jednocześnie wędkarze zwracają uwagę na konieczność szacunku do ryb – zwłaszcza tych największych – oraz do lokalnych regulacji ograniczających ilość zabieranych filetów. Większość przyznaje, że po kilku sezonach staje się bardziej selektywna: zamiast zabierać wszystko, co się uda złowić, wolą wypuszczać duże tarlaki, zabierając tylko tyle, ile realnie są w stanie zagospodarować.

Informacje o zarybieniach i ochronie zasobów

W przeciwieństwie do wielu łowisk śródlądowych w Europie Środkowej, Lofoty nie są miejscem intensywnych zarybień skierowanych pod wędkarzy. Archipelag leży na trasie naturalnej migracji ogromnych stad atlantyckiego dorsza, czarniaka, śledzia i innych gatunków. Ponadto istnieją lokalne, częściowo osiadłe populacje, które korzystają z zasobów fiordów i przybrzeżnych ławic.

Ochrona zasobów odbywa się tutaj przede wszystkim poprzez regulacje połowów komercyjnych oraz ścisłe przepisy dotyczące rybołówstwa rekreacyjnego. Dla wędkarzy zagranicznych, w tym Polaków, kluczowe są między innymi:

  • limity wywozu filetów i ryb z Norwegii – obecnie zależą od rodzaju zakwaterowania (zarejestrowane ośrodki vs inne miejsca), ale zawsze ograniczają ilość mięsa, które można zabrać do kraju;
  • zakazy sprzedaży ryb złowionych rekreacyjnie – łowienie jest wyłącznie na własne potrzeby;
  • minimalne wymiary ochronne dla wybranych gatunków oraz zalecenia wypuszczania największych tarlaków, zwłaszcza halibutów powyżej określonych progów wagowych czy długości;
  • obowiązek rejestrowania i raportowania połowów w niektórych bazach oraz współpraca z lokalnymi służbami rybackimi.

W Norwegii prowadzi się również różnego rodzaju projekty badawcze i monitoringowe, np. znakowanie ryb, śledzenie tras migracji, badanie tarła i struktury wiekowej populacji. Dzięki temu władze mogą elastycznie reagować na zmiany – okresowo wprowadzając ograniczenia w połowach komercyjnych lub modyfikując zasady dotyczące wędkarzy turystycznych. W praktyce oznacza to, że choć oficjalnych “zarybień” w sensie znanym z jezior czy zbiorników zaporowych jest niewiele, to całe zarządzanie łowiskiem ma charakter aktywny i naukowo podparty.

Jednym z ważnych elementów ochrony halibuta jest promowanie zasady “złów i wypuść” w odniesieniu do największych osobników. To właśnie one mają największy wpływ na reprodukcję populacji. Coraz częściej w ośrodkach na Lofotach można spotkać wyraźne komunikaty zachęcające gości do wypuszczania halibutów powyżej 150–160 cm długości i robienia pamiątkowych zdjęć w wodzie, zamiast holowania olbrzyma na pomost.

Praktyczne ciekawostki i specyfika wypraw na Lofoty

Lofoty to nie tylko ryby, lecz całe doświadczenie podróży na północ. Jednym z najbardziej niezwykłych zjawisk jest dzień polarny, który trwa tu od końca maja do połowy lipca. W tym okresie słońce nie zachodzi w ogóle, a wędkowanie w środku “nocy” w pełnym świetle dziennym to niezapomniane przeżycie. Wiele ekip celowo planuje wyjazdy na przełom czerwca i lipca, by móc łowić praktycznie o dowolnej porze, wybierając okna najlepszej pogody i najsłabszego wiatru.

Zimą z kolei Lofoty przyciągają łowców skrei – wtedy dominują krótkie dni, ale w zamian można podziwiać zorzę polarną, a same połowy są niezwykle intensywne. Trzeba jednak przygotować się na surowsze warunki pogodowe, niż w sezonie letnim, oraz konieczność ciepłego, wodoodpornego ubioru. Wiele ośrodków działa już całorocznie, zapewniając ogrzewane rorbuer, suszarnie na kombinezony i specjalistyczny sprzęt bezpieczeństwa.

Warto też zwrócić uwagę na logistykę dojazdu. Najpopularniejsze warianty to lot do Bodø lub Evenes i dalsza podróż promem lub samochodem wynajętym z lotniska. Część wędkarzy decyduje się na podróż samochodem z Polski, łącząc ją z kilkudniową wycieczką przez Szwecję i Norwegię. Droga jest długa, ale krajobrazy – zwłaszcza na odcinkach prowadzących wzdłuż fiordów – rekompensują wysiłek.

Charakterystycznym elementem lofockiego krajobrazu są suszące się na drewnianych ramach dorsze – tradycyjny norsk stockfish. To symbol regionu i jeden z filarów miejscowej gospodarki od setek lat. Dla wędkarza to ciekawy widok: ryba, którą jeszcze wczoraj holował spod łodzi, dzisiaj wisi setkami na powietrzu, susząc się przed dalszą drogą do Włoch, Portugalii czy Afryki Zachodniej.

Ciekawostką jest również duża liczba polskich wędkarzy w szczycie sezonu. W wielu bazach obsługa mówi po polsku, dostępne są polskie instrukcje korzystania z łodzi, a nawet mapy z opisanymi po polsku miejscówkami. Dzięki temu łatwiej odnaleźć się na początku i uniknąć typowych błędów, np. wypłynięcia w zbyt trudne warunki lub przesadzania z ilością zabieranych filetów.

Nie można pominąć kwestii bezpieczeństwa. Lofoty, choć piękne, są wymagającym łowiskiem. Zmiany pogody bywają nagłe, a wiatr potrafi w krótkim czasie zbudować falę, która dla małej łodzi jest poważnym zagrożeniem. Dlatego ośrodki podkreślają konieczność śledzenia prognoz, sprawdzania ostrzeżeń meteorologicznych, stosowania kamizelek ratunkowych i środków łączności. Doświadczeni wędkarze radzą: lepiej jeden dzień przesiedzieć na brzegu, niż ryzykować wypłynięcie w niesprzyjających warunkach.

Na koniec warto wspomnieć o kulinarnym aspekcie wypraw. Świeżo złowiony dorsz lub halibut, przyrządzony prostą metodą – na maśle, z solą i pieprzem – ma smak, którego trudno doświadczyć gdzie indziej. Krystalicznie czysta, zimna woda oraz naturalny pokarm sprawiają, że mięso jest sprężyste, delikatne i pozbawione nieprzyjemnych posmaków. To ważna część lofockiego doświadczenia, często wspominana na równi z holami potężnych ryb.

FAQ – najczęstsze pytania o wędkowanie na Lofotach

Jak najlepiej dostać się na Lofoty z Polski?

Najwygodniejszym rozwiązaniem jest lot samolotem do jednego z pobliskich lotnisk – najczęściej Bodø, Evenes (Harstad/Narvik) lub Leknes/Svolvær z przesiadkami w Oslo. Z Bodø można dopłynąć promem na Lofoty, natomiast z Evenes dojedziemy samochodem wynajętym na lotnisku, korzystając z tuneli i mostów łączących archipelag ze stałym lądem. Alternatywą jest podróż autem z Polski przez Szwecję i Norwegię, trwająca zwykle 2–3 dni w jedną stronę.

Jaki okres roku jest najlepszy na halibuta i dorsza XXL?

Na halibuta wielu wędkarzy wybiera późną wiosnę, lato i wczesną jesień – od maja do września, gdy ryby aktywnie żerują na płytszych rejonach. Dorsze XXL, zwłaszcza wędrowny skrei, najpewniej złowimy zimą i wczesną wiosną, od lutego do kwietnia, kiedy potężne stada wchodzą do Vestfjordu na tarło. Latem też nie brakuje dużych dorszy, ale są one bardziej rozproszone. Wybór terminu warto dopasować do pogody, kondycji i własnych oczekiwań co do warunków panujących na morzu.

Czy początkujący wędkarz poradzi sobie na Lofotach?

Tak, pod warunkiem, że skorzysta z doświadczenia lokalnych gospodarzy i podejdzie do łowiska z pokorą. Wiele baz oferuje pierwsze wypłynięcia z przewodnikiem, szczegółowe instrukcje bezpieczeństwa oraz pomoc w doborze sprzętu i przynęt. Początkujący powinni zaczynać od prostych metod: pilkerowania na dorsza i czarniaka, stopniowo próbując łowienia halibuta z opadu. Kluczowe jest przestrzeganie zasad bezpieczeństwa na łodzi oraz unikanie wypłynięć przy zbyt silnym wietrze i fali.

Ile ryb mogę zabrać ze sobą do Polski?

Norweskie przepisy ograniczają ilość filetów, które można wywieźć z kraju po zakończonym pobycie. Aktualne limity zależą od tego, czy korzysta się z usług zarejestrowanego ośrodka wędkarskiego, czy z innego typu zakwaterowania. Standardowo jest to kilkanaście kilogramów filetów na osobę, ale wartości te mogą się zmieniać, dlatego przed wyjazdem trzeba sprawdzić bieżące regulacje na oficjalnych stronach norweskiej administracji lub zapytać w swojej bazie wędkarskiej.

Jaki sprzęt wędkarski jest potrzebny na wyprawę na Lofoty?

Podstawą jest mocny zestaw morski: kij o ciężarze wyrzutowym 150–300 g i długości ok. 2,1–2,4 m, solidny kołowrotek o pojemnej szpuli i dobrej hamulcu, plecionka 0,20–0,25 mm oraz przypony z fluorocarbonu lub mocnego mono. Na halibuta przydają się cięższe zestawy i przynęty 200–400 g: duże gumy, pilkery, przynęty z martwą rybą. Warto zabrać ciepłą, nieprzemakalną odzież, kamizelkę asekuracyjną, rękawice oraz podstawowe wyposażenie bezpieczeństwa, nawet jeśli baza zapewnia część sprzętu.

Powiązane treści

Bałtycki dorsz – czy Morze Bałtyckie nadal daje emocje?

Bałtycki dorsz od dekad rozpalał wyobraźnię polskich wędkarzy. Rejsy na pełne morze, ciężkie pilkery, twarda walka z rybą kilka metrów pod burtą – dla wielu była to kwintesencja morskiego wędkarstwa. Dziś obraz Morza Bałtyckiego zmienia się dynamicznie: stada dorsza są słabsze, przepisy bardziej restrykcyjne, a wędkarze szukają nowych sposobów, by nadal czerpać emocje z tego akwen’u. Czy Bałtyk wciąż jest łowiskiem, które pozwala poczuć dreszcz adrenaliny, czy raczej miejscem nostalgicznych…

Karpie marzeń na Etang de Montaubry – relacja zasiadki

Etang de Montaubry od lat rozpala wyobraźnię karpiarzy z całej Europy. To nie jest zwykły komercyjny zbiornik, ale rozległe, przepięknie położone jezioro zaporowe, w którym kryją się prawdziwe karpie marzeń. Łowisko łączy w sobie dzikość naturalnego akwenu, rozbudowaną infrastrukturę oraz świetnie przemyślaną gospodarkę rybacką. To miejsce, w którym można przeżyć niezapomnianą zasiadkę, mierząc się zarówno z dużymi rybami, jak i z wymagającą wodą, która nie wybacza przypadkowości ani braku przygotowania.…

Atlas ryb

Tuńczyk północny błękitnopłetwy – Thunnus thynnus

Tuńczyk północny błękitnopłetwy – Thunnus thynnus

Tuńczyk południowy błękitnopłetwy – Thunnus maccoyii

Tuńczyk południowy błękitnopłetwy – Thunnus maccoyii

Tuńczyk czarnopłetwy – Thunnus atlanticus

Tuńczyk czarnopłetwy – Thunnus atlanticus

Makrela wahoo – Acanthocybium solandri

Makrela wahoo – Acanthocybium solandri

Makrela hiszpańska – Scomberomorus maculatus

Makrela hiszpańska – Scomberomorus maculatus

Lutjanus cesarski – Lutjanus sebae

Lutjanus cesarski – Lutjanus sebae

Kostropak – Siganus rivulatus

Kostropak – Siganus rivulatus

Koryfena złota – Coryphaena hippurus

Koryfena złota – Coryphaena hippurus

Gardłosz srebrzysty – Genypterus capensis

Gardłosz srebrzysty – Genypterus capensis

Nototenia zielona – Notothenia rossii

Nototenia zielona – Notothenia rossii

Ryba lodowa – Chionodraco hamatus

Ryba lodowa – Chionodraco hamatus

Antar antarktyczny – Dissostichus mawsoni

Antar antarktyczny – Dissostichus mawsoni